RSS
czwartek, 11 sierpnia 2016
Mówili, ale nie wszystko ;)

Mówili, że to będzie 10 dni wolności,

Mówili, że nacieszymy się sobą, jak nigdy,

Mówili, że będziemy chodzić do knajp i kina, na rower i spacery,

Mówili, że dziecko na kolonii to wspaniały czas na regenerację małżeństwa...

Nie powiedzieli, że za pierwszym razem będzie tak pusto, cicho i tęskno.

Nie powiedzieli, że serce i głowa wyglądają za dzieckiem.

 

Nie wiem, kto bardziej - czy my za Bartem czy On za nami tęskni? Nieważne, wszyscy wypatrujemy najbliższej soboty. Wtedy nasze głowy i serca wrócą do normy :)

 

12:56, fischerwoman
Link Komentarze (6) »
wtorek, 02 sierpnia 2016
Kilka pozytywnych wieści :)

Zajrzałam na swój blog. Czas pokrył go kurzem, a ostatni wpis zieje smutkiem. Dzisiaj kilka dobrych i pozytywnych słów.

        Tata, od 4 miesięcy, jest w programie badań klinicznych nad lekiem, który ma bardzo dobre rokowania dla raka płuc a dla czerniaka rok temu przerwano badania kliniczne i wprowadzono go jako ogólnie dostępny lek na tę najcięższą chorobę. Miesiąc temu Tata miał pierwsze badanie tomografu po 3 dawkach leku (podanie leku ma co 3 tygodnie). Medycznie opisano - ocena odpowiedzi na leczenie z badań klatki piersiowej, jamy brzusznej i miednicy -  stabilizacja. Ale jak się wczytujemy w szczegóły, to czytamy, że guz zmniejszył się z 75 mm do 50 mm, wchłonęła się większa część drobnych guzków, w znacznie stopniu zmniejszył się obrzęk oskrzeli. I jeszcze ważne – brak przerzutów! Wiedzieliśmy, że jest lepiej, Tata już po pierwszej dawce odczuł poprawę, z dawki na dawkę jest coraz lepiej – lżej oddycha, rzadziej kaszle, ma większą wydolność płuc (przed leczeniem miał problem, by przejść 200m, teraz wchodzi sam na 2 piętro i robi spacery po 4-5 km). Ogólnie lepiej wygląda, lepiej oddycha, a za chwilę jadą z Mamą na krótki urlop J Dla nas to olbrzymia radość.  Wiemy, że ten stan jest na teraz i jest kruchy, ale czerpiemy z niego, ile się da.

2.      Przeszłam z R. potężne trzęsienie ziemi w relacji małżonków, chyba na każdej płaszczyźnie. Miesiąc to trwało, było wiele rozmów, łez, gorzkich słów. Analizie poddaliśmy 15 wspólnych lat, nawet padło hasło „rozwód”, „terapia małżeńska”… Totalny kryzys. W pewnym momencie  zapomnieliśmy o tym, co nas łączyło, co nas interesowało, co w sobie widzieliśmy, nagle została pustka.  Każde z nas zajrzało do swojego serca i zapytało siebie, co jeszcze czuje do tej drugiej osoby i czy uczucia są na tyle mocne, by ratować nasze małżeństwo. Oboje nie mieliśmy cienia wątpliwości, że nadal bardzo się kochamy i chcemy ratować to, co zbudowaliśmy tyle lat temu. Oboje się staramy, oboje odkrywamy na nowo, jesteśmy bardziej spontaniczni i głodni swojej obecności. Miniony urlop tylko nas przekonał, że jest nam nadal ze sobą dobrze. Fajny to stan i dowód na to, że rozmowy, szczerość popłacają.

3.      Pojutrze nasz Bart wyjeżdża na pierwsze samodzielne wakacje – obóz z przygodami. Będę musiała sama go zawieźć i mocno się pilnować, by się szybko pożegnać i nie rozkleić. W żartach wszyscy nam mówią, jak to będzie cudownie bez dziecięcia, nareszcie odpoczniemy, nacieszymy się sobą, nadrobimy zaległości w kinie, kolacjach, wspólnych wypadach na rower… Pewnie tak będzie, ale wiemy, że i natęsknimy się za Nim okrutnie. Zasady kolonii są dość restrykcyjne – żadnych odwiedzin rodziców w ciągu 10 dni pobytu i tylko 2 telefony do rodziców. Dzisiaj zaczynam pakowanie J 

 Prawda, że u nas nie najgorzej?  Pozdrawiam pourlopowo, acz wakacyjnie!

14:50, fischerwoman
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 194