RSS
czwartek, 29 stycznia 2009
Jak to R. zakupy na chrzest zrobił.

Ponieważ to R. jest teraz głównych zakupowcem w naszym domu, to chcial się wykazać i przy okazji bycia w CH wszedł do sklepu z dewocjonaliami, by zakupy na chrzest poczynić jak również kupić przedmioty niezbędne podczas kolędy. Ponieważ ładnych krzyżyków nie było, na kolędę kupił tylko kropidło,choć ono przyda się dopiero za rok, bo w tym roku kolędy nie przyjęliśmy (ksiądz chodził po kolędzie już 02 stycznia i chciał do nas zawitać ok. godz. 21.00 jak ja akurat młodego z cycusiem na wierzchu usypiałam a my o kolędzie nic nie wiedzieliśmy - bezbożnicy jedni). Za rok będziemy lepiej przygotowani.

Kiedy doszedł do zakupów na chrzest Mlodego, wybrał świecę, niekapnik i pan sprzedawca podpowiedział, że potrzebna jeszcze szatka. Że szatka miała być, to R. wiedział,ale nie wiedział, że jest to jedynie symbol i poprosił o szatkę dla chłopca w rozmiarze 74. Sprzedawca popatrzył na R. jak na wariata, R. spłonął rumieńcem i ze znakiem zpytania na twarzy czekał na odpowiedz sprzedawcy. Ten grobowym tonem odrzekł, że szatki są w jednym rozmiarze, bo to symbol, który ksiądz jedynie kładzie na dziecku i dał R. taką jaką miał. R. by jakoś z humorem siebie ratować odrzekł, że nie wiedział, bo pierwszy raz coś takiego kupuje a chciał się wykazać :))) A co się dziwić? Szatka, to ubranko a R. kupuje Bartkowi ciuszki i starannie dba o to, by były we wlaściwym rozmiarze :))

Część zakupów poczyniona, teraz ja zastanawiam się co kupić Młodemu do ubrania. Na pewno w kościele będzie zimno (marzec), kiedy oglądam ubranka na allegro to aż mnie skręca,takie to wszystko przesadzone - bo garnitur i kaszkiet dla takiego malca, to dla mie gruba przesada. Pewnie kupię jakąś jasną ciepłą kurteczkę, spodnie, koszulę, sweterek lub kamizelkę,ale w takich kolorach, by mógł jeszcze w tym normalnie pochodzić - przecież nie wygłupię się z garniturem.

Chrzestni wybrani, jeszcze do księdza i restauracji musimy iść. Powoli do przodu :)  

13:28, fischerwoman
Link Komentarze (4) »
środa, 28 stycznia 2009
Zatrzymać czas.

 

"Co skraca mi czas? - Działanie! Co wydłuża go niemiłosiernie? - Bezczynność!"Johann Wolfgang Goethe

Działanie skraca mi czas. Codziennie dzieje się coś nowego. O bezczynności nie ma mowy. Nasz czas dzieli się na ten przed Bartkiem i z Bartkiem. Ten pierwszy wydaje się być spokojny, lekki i beztroski (i czasami za nim tęsknie) a z drugiej strony taki nijaki i pusty. Ten drugi to szalone tempo przepełnione nową miłością, godziny uciekające niemiłosiernie na lapaniu gestów, uśmiechów, nowych umiejętności. Chciałabym wydłużyć czas,bo bezczynności nie ma mowy, nie ma na nią szans :) Najbardziej namacalny brak czasu widać po braku moich wpisów, ech... muszę nadrobić zaległości,dlatego ten wpis jest telegraficznym skrótem tego,co działo się ostatnio.

Weekend minął pod znakiem sprzątnia po plytkarzach. Zastanawiam się po co sprzątaliśmy, skoro pył nadal wisi w powietrzu i opada na meble i jest tylko ciut lepiej z porządkiem w naszym domu. Został jeszcze montaż ceramiki, kranów i bibelotów i łazienka będzie gotowa :)

Poprosiliśmy sąsiada M. na chrzestnego dla Bartka. Nawet się chłopak ucieszył, choc on we wszystkim zachowuje constans - w uczuciach, odczuciach, reakcjach, akcjach :) Taki trochę wyprany z emocji. Ale o przygotowaniach do chrztu zrobię oddzielny wpis.

Luty będzie stał pod znakiem wizyt u lekarzy. Po pierwsze pediatra od spraw brzuszkowych, bo Bartek codziennie o świcie pręzy się i cierpi na brzuszek, choć już wydawało sie, że mamy za sobą sprawy kolek a ja z dnia na dzień eliminuje coraz więcej potraw ze swojego menu. Niestety, po dwóch tygodniach spożywania nabiału okazało się, że Bartek jest uczulony na mleko, więc muszę znowu powiedzieć bye,bye wszytskiemu co mleczne (choć w 100% i tak się nie da, bo mleko jest wszędzie-nawet w wędlinach). Po drugie okulista dziecięcy - w sobotę nastąpiło duże pogorszenie z oczkiem Bartka, ma zatkany kanalik łzowy, pediatra przepisała krople, kazała przemywać solą fizjologiczną i twierdziła, że wraz z rozwojem dziecka, powiększa się kanalik, który się wreszcie odblokuje. Nie tylko sie nie odblokował, co chyba zupełnie zablokował, bo nasz synek dostał królicze oczko i trzeba z nim raz na zawsze zrobić porządek. Niestety, wizyta dopiero 20 lutego i to prywatnie,bo na NFZ pani mogła nas zapisać na maj... Po trzecie idziemy na kolejne szczepienia. 

Wczoraj Bartek dostał swój pierwszy słoiczkowy obiadek - marchewkę z ziemniaczkiem. Zachwycony nie był,ale jakoś przelknął te 3 łyżeczki i żadnych sensacji po nich nie miał. Oczywiście cycuś nadal jest nr1,ale czas już wprowadzać po mału coś nowego do jego menu :).

Póltora tygodnia spedzone w sypialni (za sprawą płytkarzy) zrobiło swoje. Bartek marudzi w salonie, urządza płacze, pokazujre, że chce spać,ale jak tylko przeniosę go do sypialni, położę się obok, to zaraz fika, śmieje się i ani myśli o spaniu. Spryciarz mały. Mam nadzieję, że kiedy wstawimy nową knapę do salonu to będzie na tyle duża, że będę się mogla położyć koło Bartka i znowu się do salonu przyzwyczai. A dziś po raz pierwszy przekręcił się z brzuszka na plecy, chyba był bardziej zdziwiony niż ja :) Co prawda miał lekko z górki (leżał połową ciala na plaskiej poduszce),ale to i tak duuuży postęp :)

    

14:47, fischerwoman
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8