RSS
poniedziałek, 14 stycznia 2013
Niska samoocena.

Mam niskie poczucie własnej wartości. W minionym tygodniu przekonałam się o tym dwukrotnie.

Przypadek pierwszy - roczna ocena pracownika - szefowa zadała mi pytanie o sukcesy w minionych 9 miesiącach pracy w korporacji. Wiecie, że nie potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie? Nie potrafiłam znaleźć ani jednego sukcesu, bo przecież przez ten cały czas intensywnie się uczyłam, popełniałam błędy, nie raz przeryczałam wieczór, bo po czasie się orientowałam, że coś źle podliczyłam w  wykresach i następnego dnia będę je zmieniać, ale jak już poszło do menadżerów, to już poszło... Wszystko to, co robię, czego się muszę nauczyć jest w moim odczuciu moim obowiązkiem, wypełnianiem zleconych mi zadań, realizowaniem karty stanowiskowej, czymś za co co miesiąc otrzymuję pensję-niczym nadzwyczajnym. Zupełnie inaczej moją pracę oceniła szefowa, twierdząc, że dobre relacje w zespole, samodzielna praca po 3 miesiącach po przyjściu do firmy, opanowanie obowiązków, które pozwalają mi pracować na innym-drugim stanowisku pracy, efektywne prowadzenie miesięcznych spotkań z menadżerami, co dla ludzi z 10-letnim stażem jest problemem - to wszystko mam traktować jak swój własny sukces w tej firmie. Niezmiernie budujące jest usłyszeć takie słowa, choć dla mnie to nadal korporacyjny bełkot. 

Przypadek drugi - obrona pracy podyplomowej. W czerwcu skończyłam podyplomówkę Zarządzania Zasobami Ludzkimi. Trochę z winy mojego lenistwa, odkładania na później, trochę z winy promotora, dopiero w listopadzie złożyłam pracę podyplomową i w miniony piątek z trwogą podeszłam do jej obrony (dodam, że w piątek broniła się 1/3 mojego roku,co bym na taką złą nie wyszła :)). Temat-Zarządzanie zespołem wielopokoleniowym. Dodam tylko, że pracę złożyłam bez słowa recenzji promotora, który był głuchy na maile, smsy, telefony wszystkich swoich podopiecznych studentów-nic, zero odzewu, zielonego światła -drukować-nie drukować, poprawiać, zmieniać kierunek pracy itp. Dosłownie napisałam pracę, czekałam do ostatniego dnia terminu złożenia z nadzieją, że jednak promotor da błogosławieństwo, ale nie dał i z trwogą tę pracę przekazałam w ręce pani sekretarki. Oczami wyobraźni widziałam siebie tłumaczącą się z tej pracy, niezadowolenie promotora, komentarze, że praca słaba... A tu miła niespodzianka od komisji -słowa pochwały za ciekawy temat, za cytowane źródeł, interesujące i przykłady z życia wzięte. Ocena za obronę 5, całe studia podyplomowe skończone również na 5 :) 

Tylko w jednym tygodniu dwukrotnie w siebie mocno zwątpiłam. Zapewne jeszcze nie raz zwątpię. Nie wierzę w siebie, zawsze widzę dookoła siebie lepszych, ładniejszych,mądrzejszych, znających lepiej obcy język. Czy taka wiarę w siebie wynosi się z domu? Rodzice zawsze mówili o mnie " S. zawsze sobie poradzi" i poradziłam, tylko dlaczego nie potrafię tego odpowiednio opakować i sprzedać? Dlaczego stażystka 10 lat młodsza za sukces uznaje parzenie kawy czy drukowanie tabelek a ja z 16-letnim stażem pracy nie potrafię wymienić swoich sukcesów, nie potrafię powiedzieć o sobie "jestem w tym a tym dobra".

Czy ktoś mi powie,jak być dla siebie lepszym, jak siebie lepiej oceniać, jak na siebie tak krytycznie nie patrzeć? Dobre rady chętnie przyjmę :)

21:19, fischerwoman
Link Komentarze (9) »
niedziela, 13 stycznia 2013
Witaj na świecie Hubercie!

Dzisiaj o 15.44, dzięki cesarce, na świat przyszedł mój Bratanek - 3520g, 55cm - Hubert :) Pomimo tego, że z Bratem więcej mnie dzieli niż łączy, to cieszę się Ich szczęściem i faktem, że pojawił się nowy obywatel :)

Cieszę się bardzo :)))

20:45, fischerwoman
Link Komentarze (3) »