RSS
poniedziałek, 23 lutego 2015
Wielkie pakowanie.

kuba_plaza

 

3 walizki, stosy letnich ubrań, przymałe sandałki Bartka czekają na spakowanie. Sandałki pojadą przymałe, bo do sklepów zajrzała dopiero wiosenna kolekcja, na letnią trzeba jeszcze poczekać. Pociesza mnie jednak fakt, że dzieć ani piętą ani paluszkami rysować po piasku nie będzie, więc się zbytnio nie przejmuję ;) Na bieżąco sprawdzam pogodę na Kubie- temp. od 26 do nawet 29 st.C, wody między 25 a 27st. C - olejki z wysokim filtrem już spakowane. Nie wiem jak to jest z zimy wejść w lato, z dnia w noc, bo czeka nas 6 godzinna różnica czasu, choć na chwilę cofnę się do przeszłości :) W piątek po zakwaterowaniu padniemy trupem, toć to dla nas będzie środek nocy. Sam lot – tam 12 godzin, 10 z potworem, dla 14 dni odpoczynku na rajskiej plaży zniosę o 20 godzin :) Bart jeszcze nie wie, co go czeka, ale z taką ilością bajek w tablecie, gier i gazetek, mam nadzieję, że z nudów nie rozniesie Dreamlinera i choć na chwilę uśnie przytulony do misia, który rzecz jasna leci z nami :)

Jeszcze ostatnie 2,5 dnia w pracy, domykam lutowe tematy, a już mi Morze Karaibskie szumi w uszach :)))

Wiśnia jestem, prawda? 

11:32, fischerwoman
Link Komentarze (13) »
piątek, 20 lutego 2015
Rodzina to jest siła.

Dziękuję Wam za każde słowo otuchy po śmierci Dziadka. Wiem, że tak miało być, byłam gotowa na ten moment, a jednak i tak boli. Chcę jednak powiedzieć, że Dziadek wiedział, co robi – swoim odejściem zebrał w jednym miejscu tych, którym ciężko było się zebrać.

Kiedyś się mówiło, że rodzinę można spotkać na ślubach, pogrzebach i chrztach, ale w obecnych czasach, kiedy grono zaproszonych na ślub jest coraz węższe, na chrzest zaprasza się jeszcze mniej gości, to faktycznie  tylko pogrzeb jest jedyna okazją, by się spotkać w większym gronie. Przecież ja już nie pamiętam, kiedy ostatni raz spotkałam moją rodzinę w takim składzie. Byli kuzyni i ciotki, których nie widziałam od ponad 20 lat, bliżsi krewni, których widuję tylko przelotem, bo moja emigracja do Wielkopolski nie służy kontaktom rodzinnym – zawsze jest za mało czasu, zawsze w pierwszej kolejności najbliższa rodzina, dla dalszej czasu brak. A teraz? Staliśmy wszyscy nad jednym grobem, później siedzieliśmy przy wspólnym stole dobre 2,5 godziny, były wspomnienia mnóstwo uścisków  i uśmiechów czy nawet śmiechu, choć okoliczność zgoła inna. Ale jak się nie cieszyć z takich spotkań, z opowieści, wspominek i zabawnych sytuacji, kiedy z kuzynostwem ustalaliśmy swoich chrzestnych i ciągle nam się myliło?  Jak się nie ucieszyć na słowa Babci, że się nie spodziewała mojej obecności. A ja na pogrzeb pojechałam sama, cały poniedziałek czekałam na wiadomość, czy we wtorek będzie pogrzeb i kiedy się dowiedziałam, że jednak tak, o godz. 18.00 wskoczyłam w samochód, o 21.30 byłam już na miejscu i zostałam do środowego południa. Nie wyobrażam sobie innej opcji, wszak nie mieszkam na drugiej półkuli. A co ja się komplementów nasłuchałam, słów uznania, radości, że mam dobrze wyglądam, że mąż och i ach a synek cudny i że połowa by mnie na ulicy na poznała itp. I powiem Wam coś jeszcze – pomimo  wieczornej podróży, ciężkiego całego wtorku, drogi powrotnej – nabrałam energii, nabrałam garściami wszystkiego tego, co daje rodzina. Nagadałam się, naśmiałam, poczułam trochę wolności i swobody. Rzadko o tym piszę, rzadko o tym mówię, ale z roku na rok coraz bardziej mnie ciągnie z powrotem do „moich”. Coraz częściej bym wsiadła w auto i pognała te 300 km na kawę do Mamy czy Siostry i niekoniecznie całą rodziną. Czasami chciałabym pojechać sama, bez okazji... 

Tak, zmarli wiedzą, co robią. To, co wydaje się niemożliwe, nagle staje się realne.

Spoglądam w niebo, uśmiecham do Dziadka, zdrowaśki zmawiam i wiem, że ma dobrze tam na górze. Za tydzień o tej porze, przez kilka godzin, będę w chmurach, bliżej Dziadka. Bromm, pomacham Twojemu Tacie :)

14:58, fischerwoman
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2