RSS
wtorek, 30 listopada 2010
Zimowe Andrzejki.

W sobotę, nie pamiętam od jak dawna, byliśmy na Andrzejkach, które dodatkowo połączone były z imieninami pani, pana domu i ich córki. A że to sąsiedzi, którzy od roku mieszkają na naszym osiedlu i dopiero przeżyliśmy jedne wspolne imieniny innego sąsiada, więc nie wiedzielismy co nas czeka :) Odstrzeliłam się w moją nową jeansową kieckę  i musze przyznać, że zebrałam sporo komplementów i ogólnego zdziwienia, że nie jestem w spodniach :) Sasiad K. powiedział, że wreszcie wyglądam jak kobieta, po kilku drinkach chciał nawet grać w rozbieranego pokera i zastrzegł, że nie wyobraża sobie, bym teraz nie nosiła spódnicy, inaczej bede wyglądała jak "chłopobaba" :) Na Andrzejkach pojawiło się niemal pół osiedla, więc było wesoło. I nikt nie zwracał uwagi, że zapraszający mają goły beton na podłodze, nieobudowany kominek i  niepomalowane ściany, dla wszystkich to normalne i prawie każdy to przeżył :))) Bartek poszedł z nami. W ciągu dnia pozwoliliśmy mu wyspać sie do oporu i jak normalnie po połtorej godzinie nie można go zdrapać z łóżka, tak w sobotę wstał jak skowronek. Nie powiem, liczyłam, że pośpi dłużej a tym samym dłużej posiedzimy na imprezie. Niestety, już o 20.30 zaczął trzeć oczy, wszystko go irytowało a to tu się uderzył a to tam potknął-powodów do marudzenia było mnóstwo. Nawet towarzystwo uroczej T. (córki gospodarzy- młodsza do Bartka o 2 tygodnie) mu nie pasowało. O godz. 20.00 laliśmy wosk prze dziurkę od klucza a nastepnie odczytywaliśmy kształty na ścianie. Mnie bezdyskusyjnie wyszedł słoń a R. egzotyczna ryba, więc mamy wróżbę podróżniczą, chyba że moja to jedynie wypad do ZOO :) o 21.00 R. zawinął Młodego do domu, ja zostałam. Po raz pierwszy zresztą zostałam, ku zdziwieniu innych, bo zazwyczaj to ja szybciej wracałam do domu z Bartkiem albo oboje wychodziliśmy z imprezy o 19.00, stąd co niektórzy mówią na nas "seven o'clock" :))) Było gwarno i wesoło, pan domu pełnił rolę barmana, pani domu pichciała i kucharzyła non stop, co jakiś czas zamęczając nas chińskimi wróżbami. A że były dość specyficzne i zamgmatwane, to dopiero około północy gościom puściły wodze fantazji - pan domu miał w tym spory udział :) Wróciłam do domu o 1.00. Uwielbiam imprezy na naszym osiedlu, zawsze jest tylko kilka kroków do domu.

Niedzielę spędziliśmy w domu, wychodząc jedynie na króki spacer (zimno!!!). Na obiad była zamówiona pizza, w kiminku wesoło strzelał ogień i popijaliśmy herbatkę lipową z lipowym miodem.

A wczoraj po południu pojechaliśmy do Ikei. Snieżyca zatrzymała całe miasto w korkach i w domu, wiec w sklepie były luzy (zreszta w poniedziałki zazwyczaj jest luźno). Zjedliśmy pyszny obiad i poszlismy przejśc się po hali. Bartek czuje sie tam jak ryba w wodzie, uwielbia ganiac po zaaranżowanych pokojach i przysiadać tam, gdzie są klawiatury albo atrapy laptopów. A już zabawa w gotowanie na ikeowskiej kuchni dla dzieciaków to co najmniej pół godziny odpoczynku i namawianie na dalszą wedrówkę. Kupilibysmy mu taka kuchnie,ale kosztuje ponad 500zł. Na razie muszą mu wystarczyc same garnki.. Za każdym razem dokupujemy cos innego. W którejs wnetrzarskiej gazetce był omysl na zrobienie takiej mini kuchni ze starej szafki i chyba tak zrobimy :) Kupilismy za to kilka swiatecznych drobiazgów,foremki do pierniczkow, papilotki do muffinek, napatrzylam sie na aranzacje swiatecznych stołów. Wyszlismy rowniez z puszka pierniczków, choc za chwile bedziemy robic je samodzielnie. Dla mnie Ikea to jakis magiczne miejsce i nie potrafie wyjść stamtąd z pustymi rękoma.

Na aukcji charytatywnej kupilam kartki swiateczne, za chwile nadejdzie czas by je wypisac. Na razie piore, susze rzeczy, które pojutrze zabieram do Niemiec. Kiedy patrze za okno, nie wiem, czy wystarczy nam nocy na dojazd do docelowego miejsca. Obysmy tylko bezpiecznie dojechali i wrocili. Dzis prawdziwe Andrzejki, spedzimy ten wieczór we dwoje. Bartek juz ładnie sam śpi w swoim pokoju, rano wstaje, woła mnie albo R. po czym kaze polożyć sie w jego łóżku a sam zaczyna się bawić. Nie powiem- mi to pasuje, bo o 7.00 rano jeszcze jestem nieprzytomna...A za oknem ziąb, dobrze ze choć słonko przyświeca a śniag rozjaśnia dom. Tak lubię i tak mogę spędzić zimę :)

14:09, fischerwoman
Link Komentarze (10) »
piątek, 26 listopada 2010
Prawie jak Angelina ;)

Zaszalałam dziś w Sephorze. 20% rabat na cały asortyment sprawił,że zrobiłam małe zapasy i skusiłam się na dwie nowości-pierwsza wyczytana w najnowszym TS - kredka do brwi z pigmentem i woskiem, która nie tylko swietnie podkreśla brwi,ale rowniez, dzieki woskowi układa włoski i utrwala pigment- dla blondynek produkt bezcenny :)

Drugi kosmetyk to taki, na który czaiłam się od dawna, ale któremu nie za bardzo dowierzałam - błyszczyk powiększający usta. Jak zwykle w Sephorze skorzystam z pomocy obsługi, a co bede sama szukała po półkach zlaszcza, ze Mlody ze mna był i zakupy musiały przebiec sprawnie. Miła ekspedientka poleciła mi bezbarwny błyszczyk Dior. Słysząc markę, ugięły mi sie kolana, przeciez to jedne z droższych kosmetyków. Ale okazalo sie,ze cena nie jest przerazajaca, dałam sie skusic, znowu przez ten rabat. W domu wyprobowałam specyfik, zostałam uprzedzona,ze poczuje lekkie mrowienie i rzeczywiscie tak było. Czułam,ze na ustach cos sie dzieje. Musze powiedziec,ze efekt jest zdumiewający. Przed aplikacja mialam przesuszone usta, ale po kilku minutach stały sie wyrażnie gładkie i wypełnione. Serio! Jestem w szoku jak technologia kosmetyczna poszła do przodu. Owszem, efekt nie utrzymuje sie bardzo dlugo,ale jest naprawde zauwazalny i odczuwalny :) Oczywiscie producent pisze,ze po 15 dniach moje usta beda pełne, kontury wyraznie zaznaczone, ale wloze to miedzy bajki :)

Angelina to ja nie bede :)))

16:21, fischerwoman
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5