RSS
piątek, 18 listopada 2011
Powinnam.

Powinnam napisać, że operacja żylaków się udała, że chodze, pracuje, lekko kuśtykając. Z dnia na dzień jest coraz lepiej, wczoraj zdjęłam sobie szwy, w poniedziałek jadę na kontrolę. W klinice leżałam ze wspaniała kobietą - wielokrotną mistrzynią olimpijską w kajakarstwie a w rankingu szpitali- ten,w którym leżałam jest nr1 :)

Powinnam napisać, ze u R. w firmie totalne zamieszanie, pracownik okradł firme na 500 tys. zł, szef grzmi, ze zamknie firme z końcem roku a od czerwca nie zapłacił R. prowizji - bardzo, bardzo dużo pieniedzy :( Zaciskamy pasa, bo nie wiadomo jak będzie. Dobrze, że wróciłam do pracy, szkoda, że stało sie to tuz przed świętami.Ten rok jest dla nas naprawdę niełaskawy.

Powinnam napisac, że szwagier dziś wraca do domu po 3 tyg. w szpitalu, że za 2 tyg. ma próbny przeszczep szpiku a święta na pewno spedzi w domu :) Za to w tym tygodniu szwagra ciotka (mamy soistra) zmarła na raka wątroby - 2 tyg. temu dowiedziała się o chorobie i już jej nie ma... 

Powinnam napisac, że mieliśmy święta spędzić z moją rodziną,ale Bartek jest non stop przeziębony,teraz powoli wychodzi z zapalenia oskrzeli, ale katar ma ciągle. Musimy chuchac i dmuchać na szwgra i nie możemy przywieźć mu żadnych bakterii i wirusów... Za to zrobimy skromna Wigilię u nas, do teściów nie chcę jechać, bo tam Bartek musi zachowywac się jak w muzeum "prosze nie dotykac eksponatów" :) W domu bedzie miał dużo swobody i radości z tych świąt :) A i ja zaczynam snuc plany, jakby dom ustroić :)

Powinnam napisac, że Bartek wymawia koleje słowa, że łączy je w proste zdania, że pięknie ćwiczy na zajęciach z integracji sensorycznej, że w wielu sprawach jest daleko dalej niż rówieśnicy, że zrobił się spokojniejszy,ale jeszcze daleko do ideału. Nic to, cieszymy się bardzo choćby z drobnej poprawy :)

Powinnam napisać, że w pracy mam mnóstwo do nadrobienia. Że przez rok po moim odejściu nikt palcem nie kiwnął, a od 2009 roku to była pozorna praca, pudrowanie, byle przejść audit. Nadrabiam zaległości z 2008 roku, z 2010 też. Mam nadzieje,że ogarnę tę kuwetę :)

Powinnam...... ale wieczorem nie mam siły otworzyć komputera, zebrać myśli i napisać czegoś sensownego.Zasypiam przed tv i nad ksiązką, myslę że organizm musi się przywyczaić do zmiany trybu życia.

Za to pozdrawiam i życzę udanego weekendu :)

 

09:59, fischerwoman
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 07 listopada 2011
Dajemy radę w nowej rzeczywistości.

Kołowrotek ruszył.Wróciłam do pracy. Pobudka o 5.30, wyjście z domu o 6.45 - cała nasza trójka. Najpierw zawozimy Młodego do przedszkola, potem zawozimy R. do pracy a potem ja dobijam do swojej firmy. Moje szczęscie, że pracuje na godz. 8.30, bo w życiu bym nie zdążyła na 8.00, skoro przjeżdzam przez cały przebudowujący się P. Z powrotem gnam po R. i dalej jedziemy po Bartka. Jego mi najbardziej szkoda, bo jest ostatnim dzieckiem odbieranym z placówki, tak ok. 16.30.

Musze powiedzieć, że nasze dziecko daje rade, przebywając tak długo w przedszkolu. Strasznie sie bałam, ze bedzie płakał, kiedy zobaczy, że inne dzieci już poszły a on zostaje,ale nie - naprawde jest dzielny. Dumna jestem z niego jak paw :) I tylko teraz,kiedy to pisze, to mnie szlaczek trafia, bo przeciez kawaleczek od przedszkola mieszkaja teściowie i teść, który w stołek pierdzi i nie pracuje, a mógłby jedynego wnuka wcześniej odbierać. Jezuuu! 

A w pracy dobrze. Czuje sztylety w plecach od tych, którym sie mój powrót nie spodobał,ale wydaje mi się, że tych, którzy mnie wyściskali jest więcej :) Na razie sie wdrażam, próbuje odnaleźć w dokumentach D. (mojej zastepczyni), która nawet nie tknęła moich folderów, tylko pozakładała nowe. Przez rok nikt mojej roboty nie ruszał, wiec nawet teraz nadrabiam zaległości z 2008 roku. Najsmutniejsze jest to, że wynieśli mój komuter, telefon, monitor a nawet krzesło, tak jakby moje stanowisko miało być zlikwidowane. Smutne. Owszem, mam na czym pracować, ale mój sprzęt chyba pamięta początek kapitalizmu w Polsce. Najgorszy jest komputer, żółw przy nim to sprinter... Byłam juz w IT zapisać sie na coś nowszego,kto wie- może w styczniu?

W domu staramy się panować na bałaganem na bieżąco, by nie wracać do chaosupóźnym popołudniem. W sobote robimy generalne sprzątanie. Powoli następuje nowy podział obowiązków, przecież ja na 2 etaty nie dam rady. Na szczęście R. przejmuje obowiązki z pokorą :)

W czwartek mam zabieg usunięcia dwóch żylaków -  po jednym na każdej nodze. To skutki uboczne Zoladex'u oraz genetycznych predyspozycji. A że przede mna kolejne hormonki, porządek z żyłami musi być. Zabieg robie prywatnie u dobrego specjalisty, wiec mam nadzieje, ze nie bedzie zbytnio widać blizn. Oczywiście w czwartek musze wziac wolne,wiec dawno tak sie nie czułam głupio przed szefem :( Ale w poniedziałek wracam do pracy, dobrze że weekend przed nami, bede miala 3 dni na podleczenie :)

Szwagier też daje rade - trzecią chemię znosi dzielnie, choć cierpi i puchnie do tego stopnia, że go własna córka nie poznała. Najgorsze jest to, że zostawiaja go na długo w szpitalu, bo po chemii ma bardzo słabe wyniki. Wychodzi tylko na kilkudniowe przepustki, o ile ma lepsze wyniki. Powiedział, że nigdy tak za domem nie tęsknił. Wysyłam do siostry rogale marcińskie, by A. zawiozła i sama pojadła, bo oni również je uwielbiają :)

Ja tu o rogalach, a w Ikei już choinki ubrane, palety z ozdobami przy kasach i stoły świątecznie ustrojone. Mnie jeszcze daleko do tych klimatów, handel rządzi się innymi prawami :)

21:09, fischerwoman
Link Komentarze (15) »