RSS
niedziela, 30 grudnia 2012
Poświątecznie i przedsylwestrowo.

Święta minęły nam bardzo rodzinnie. Już dawno przez kilka dni z rzędu nie miałam wokół siebie niemal pełnej rodziny. Przy wigilijnym stole znaleźli się Rodzice, Siostra ze Szwagrem i Siostrzenicą, Teściowie i Babcia R. Zabrakło tylko mojego Brata,ale jego Narzeczona jest w ciąży, w styczniu ma rozwiązanie, więc nie ryzykowali ponad 300 km podróży. I dobrze. Było pysznie i wesoło. Prezentów mnóstwo dla każdego, samo ich rozdawanie, rozpakowywanie i oglądanie zajęły nam prawie 2 godziny. Jak zwykle najwięcej prezentów dostał Bartek, za rok musimy pamiętać, by było ich ciut mniej.

Moje prezenty wspaniałe – od płyty Marizy (jedziemy z Bromm w maju na koncert) przez książki Mankella i K. Lackberg, buty do spinningu,  podkładkę do laptopa, zgniatarkę do  butelek (prezent wspólny do domu), po zegarek, który 2 miesiące temu wpadł mi w oko. Od Babci i Teściów skórzana torebka, choć ten prezent uważam za najsłabszy, bo sama musiałam go sobie kupić. Babcia jest rozgrzeszona – ma ponad 80 lat i ma prawo po prostu wręczyć nam pieniądze z prośbą, byśmy cos sobie kupili. Ale teściowie???? Co tydzień są w CH, do tego na pytanie wprost, co bym chciała dostać, udzieliłam wprost odpowiedzi, ale kiedy w przypadkowej rozmowie teściowa dowiedziała się, że jestem w CH, poprosiła mnie, bym „przy okazji” kupiła sobie ten prezent. R. też musiał sobie sam kupić prezent od rodziców. Ani mnie ani R. takie prezenty po prostu nie cieszą, bo nie są zaskoczeniem, są zwykłym pójściem na łatwiznę. Chyba za rok ogłoszę, że ja za takie prezenty dziękuję.

Zresztą za rok będzie inaczej. Pomiędzy barszczem z uszkami i kapustą z grzybami rzuciłam propozycję przyszłorocznego wyjazdu na góralskie święta – może Zakopane, Szczyrk,Szklarska a może Wisła? O dziwo, wszyscy bardzo chętnie na tę propozycje przystali i już jesteśmy umówieni. Każdy wie,jakie to koszty wyprawić u siebie święta, ile trzeba włożyć pracy, czasu na szykowanie posiłków a tak tylko się spakujemy i ruszymy w góry :) Zawsze chciałam przeżyć góralską Wigilię,z góralskimi potrawami, kolędowaniem i klimatem. Mam więc nadzieję, że przez ten rok nikt się z pomysłu nie wycofa :)

Kolejne świąteczne dni upłynęły nam na rozmowach, grach (grę Tabu polecam gorąco!, można sobie głowę i język połamać) i wspomnieniach. Byliśmy też w kinie na „Hobbicie” w 3D, pisałam już filmie u Mango, wynudziliśmy się okropnie – 170 minut tej samej sekwencji zdarzeń, co we „Władcy pierścieni”,tylko inni bohaterowie. Byliśmy niesamowicie rozczarowani. Korzystając z obecności Rodziców i Siostry, poszliśmy z R. na długi spacer we dwoje :) Bartek uwielbia moją Siostrę, więc spokojnie przyjął, że wychodzimy i jak gdyby nigdy nic wrócił do bohaterów Narnii, którzy akurat lecieli w TV.

W czwartkowe przedpołudnie Rodzice i Siostra z rodzinką wrócili do siebie a ja wieczorem skoczyłam na zabieg na ciało – peeling, maska odżywcza i cudowny masaż - wróciłam wypiękniona i zrelaksowana ;) To była druga część mojego ubiegłorocznego prezentu  od Gwiazdorka– karty podarunkowej do spa, a ponieważ nie wykorzystałam do końca roku pełnej kwoty, dopłaciłam jeszcze 200zł i przedłużyłam ważność karty o kolejne 6 miesięcy. Tak więc czeka mnie kolejna przyjemna godzina, podaruję ją sobie na wiosnę :)

 Jedynym zgrzytem między świątecznym był fakt, że w piątek pilnie jechaliśmy do pediatry, bo  Bartkowi w święta pogorszył się kaszel i na dobre zatkał nos. Diagnoza – zapalenie zatok, niestety  nie obyło się bez antybiotyku, od dwóch tygodni leczyliśmy mu lekki kaszel i katar syropkami przepisanymi przez naszą pediatrę ze skutkiem nagłego pogorszenia. Dobrze, że jeszcze te kilka dni jesteśmy w domu, odpoczywa, wysypia się, nie ma kontaktu z innymi dziećmi. Już po 2 dniach widać poprawę…

A jutro ostatni dzień roku. Nie chcę tego roku specjalnie podsumowywać,zawodowo najgorszy rok w moim życiu, tuż przed świętami podpisałam kajdany na czas nieokreślony, ale cały czas szukam pracy. Prywatnie rok dobry bez wielkiego przechwalania, z nadzieją na jeszcze lepszy :) Finansowo rok dobry, że się tak nie po polsku pochwalę, że jednak nie „stara bieda”.

Na imprezę sylwestrową idziemy do sąsiadów – obowiązują stroje lat 70-tych, za niewielkie pieniądze obkupiliśmy się w second handzie i z pewnością będzie kolorowo i wesoło. Bartka też zabieramy ze sobą, specjalnie o godz. 20.00 odpalimy część petard, a kiedy już padnie ze zmęczenia, położymy go u gospodarzy w pokoju na górze a potem te kilkadziesiąt metrów zaniesiemy na rękach do domu. I to właśnie lubię w osiedlowych imprezach-zawsze blisko do domu :)

Jutrzejszy dzień to również moje urodziny – stuknie mi 36 lat. Chcę sobie życzyć nowej pracy, więcej uśmiechu i realizacji bardzo ważnego przedsięwzięcia do końca czerwca. A że zapłata za usługę już wpłynęła na konto,więc odwrotu nie ma. Z jednej strony czuję radość, podekscytowanie, z  drugiej mam stracha, że sobie nie poradzę. I życzę sobie jeszcze zapału do chodzenia, nordic walkingu i spinningu takiego,jaki miałam w tym roku a może jeszcze większego :) Sto lat Paciucha :)

A Wam kochane życzę w Nowym Roku serca i głowy wolnych od zmartwień, ciągłych okazji do uśmiechu, zadowolenia i pieniędzy wartkim strumieniem płynących, wszak niby szczęścia nie dają…ale jednak ułatwiają życie :)

Szczęśliwego Nowego Roku!

21:37, fischerwoman
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 03 grudnia 2012
Pogaduchy do poduchy.

Wczorajszy wieczór. Czytam Bartkowi książeczkę z serii "Poznajmy świat. Boże Narodzenie". Przeczytałam opis obrazków na pierwszej stronie:

Bartek: dobe czytasz. Tata wczoraj nie przeczytał, że tutaj jest napisane "(...)Boże Narodzenie".

Ja: Może tata nie zauważył? (choc wiem, ż R. po prostu opowiada obrazki, by było szybciej)

Bartek: Nie, tata źle czyta, czyta krótko. Tata jest stary i mądry.

Ja: A ja? Młoda i ...?

Bartek: i dobrze czytasz :)

:):):):)

 

20:56, fischerwoman
Link Komentarze (11) »