RSS
wtorek, 30 grudnia 2014
Przemijanie.

Nie będzie podsumowania roku, Facebook zrobił to za mnie. Będzie o zderzeniu dwóch obrazów, które mam w głowie od tegorocznych Świąt a są związane z Dziadkiem (ojcem mojej Mamy).

Obraz 1: okres lat 80-tych do wiosny 2014 roku.

Dziadek, 91 lat, najstarszy z 11 dzieci,  w czasie wojny wywieziony na roboty do Niemiec, po wojnie przez lata komendant Zakładowej Straży Pożarnej. Zawsze wyprostowany jak struna, zaczesany do góry (taki typ lat powojennych), głowa rodziny, ojciec wychowujący czworo dzieci twardą ręką. Człowiek dbający o zdrowie, skórka z kota na nerkach, pieluszkowy "śliniaczek" pod koszulą, by klatki piersiowej nie przeziębić, kiedy jeździł na rowerze - a jeździł na nim jeszcze tego lata. Skrajny prawicowiec, bardzo bogobojny, nieugięty przed służbami SB. Niskiego wzrostu, ale kochający wysokie kobiety. Pamiętam, że szczycił się wysokimi wnuczkami (Siostrą i mną). Kiedy pierwszy raz zaprosiłam Dziadków na koncert kolęd (z moim pierwszym chórem-połowa lat 90-tych), Dziadek ogłosił swoim znajomym, że jego wnuczkę rozpoznają po wzroście, zawsze ją widać. Jak był zaskoczony, kiedy okazało się, że jestem równa wzrostem z innymi chórzystkami - koleżanki stały na ławeczce ja na ziemi, więc  tym raz nie wystawałam ponad inne dziewczyny, ale Dziadkowi nie było w smak :) Dziadek - człowiek głośno wyrażający swoje opinie, nietolerancyjny, starej daty. Przez wiele lat widziałam, jak golił się brzytwą, codziennie jadł kaszę mannę na śniadanie, 2 razy w roku robił wszystkie badania, pewnie dlatego dożył tak sędziwego wieku. Jako dziecko czułam przed nim respekt, to nie był Dziadek biorący wnuki na kolana, przytulający i głaskający po głowie. Jako dorosła kobieta czułam, że jest ze mnie dumny, kiedy opowiadałam o studiach, pracy, swoim życiu. Zawsze pytał mnie o poglądy polityczne, zbywałam go tekstem, że szkoda czasu na polityczne dysputy, przecież tak rzadko się widujemy. A widywaliśmy się naprawdę rzadko, bo Dziadkowie w kwietniu wyjeżdżali na Dziadka ojcowiznę w kieleckie i wracali do miejskiego domu w M. dopiero z końcem października - na herbatkę ciężko było wpaść. Od wielu lata Babcia męczyła się w kieleckim, do końca czerwca cieszyła z wiejskich wakacji, bo głowa Ją tam nie bolała, ale od lipca odliczała każdy dzień do wyjazdu, tęskniła za miastem, kąpielą w wannie i cywilizacją.

Obraz 2: pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia 2014. 

Szpitalne łóżko wciśnięte w kąt małego mieszkania, a na nim staruszek z rozwichrzoną głową. Lewa strona ciała sparaliżowana, ledwo mówiący. Poznał mnie i Siostrę, ale rzeczywistość miesza się ze wspomnieniami. Raz jest z nami, za innym razem jest w kieleckim na wsi, każe mi kupić fasolę, którą będzie siał na wiosnę a Babci każe podeprzeć brzoskwinie i osłonić je przed opryskami rolników. Widzę strach w jego wyblakłych oczach, strach przed śmiercią. Dziadek chciałby dożyć 100 lat, ciągle się modli do "Marysi" - tak mówi Matce Boskiej Fatimskiej na medaliku powieszonym na piersi. Z wyprostowanego człowieka pozostał skurczony, obłożnie chory staruszek. Wygłasza mowy o tym jak stanie przed Bogiem i ma nadzieję trafić do czyśćca. Jest wyspowiadany. W pewnym momencie chwyta mnie za rękę i mówi, że mnie kocha, pierwszy raz w życiu słyszę takie słowa z ust Dziadka, łzy lecą po twarzy, płaczemy oboje. Czuję, że to moje ostatnie spotkanie, że Dziadek choć ma niesamowitą wolę życia, jest świadomy słabości swojego ciała. Kiedy zasypia, rozmawiamy jeszcze chwilę z Babcią i wracamy do domu Siostry. Obie nie możemy się pozbierać tego wieczoru. 

 

Ten drugi obraz wraca do mnie codziennie, żal ściska serce, łezki kulają się po policzkach. Bo choć wiem, że wiek sędziwy, że Dziadek przeżył już swoje, to jednak coś się kończy, coś na zawsze zakończy :(

20:40, fischerwoman
Link Komentarze (12) »
niedziela, 21 grudnia 2014
Wesołych!

Jutro ostatni dzień w pracy, we wtorek piekę i szykuję nas na Święta u Siostry. W środę rano wyruszymy, by z pierwszą gwiazdką podzielić się opłatkiem z moimi najbliższymi, nie mogę się doczekać!

Wczoraj byliśmy na wrocławskiej starówce, gdzie wśród gwaru ludzi, grzańca oraz kolęd i pastorałek spędzić przeurocze popołudnie i wieczór ze znajomymi. Było zimno, wiało, chwilami padał deszcz, ale rozgrzewało nas korzenne wino, ruskie pierogi w rosyjskiej knajpie, truskawki i banany w czekoladzie i dużo dużo śmiechu ze znajomymi :) Nie chciałam jechać, bo to ostatni weekend przed Świętami, pracy w domu huk, ale dobrze że pojechaliśmy - wspaniała odskocznia od świątecznej gorączki :)

choinka_wrocaw

Ostatnio obiecałam pokazać, jak Bart przystroił pierniczki - zegarmistrzowska precyzja, napracował się chłopak :) Wszystkie od wczoraj pysznie wiszą na pachnącej choince :)

pierniczki

A kotka, niby taka lubiąca spacery po dworze, wygrzewa przed kominkiem to i owo :)

kot

I tym nieświątecznym zdjęciem każdej z osobna życzę wesołych Świąt! Wygrzewajcie się w rodzinnej atmosferze, grzejcie serca, myśli, duszę, ręce czy stópki w objęciach ukochanych :) Najlepszego!

 

22:47, fischerwoman
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2