RSS
niedziela, 25 marca 2012
Przymusowe dopieszczenie :)

Na urodziny dostałam od sąsiadów karnet do krainy spa :) Oczywiście tak długo odwlekałam z zafundowaniem sobie przyjmności, że o włos a zaproszenie by przepadło.

Pomimo choroby Bartka, pomimo choroby R., pomimo obecności u nas mojej Mamy, pomimo popołudniowych zajęć na uczelni, pojechałam w piątek wieczorem na peeeling i masaż.

Miejsce niepozorne, niemal ukryte pomiędzy gabinetem rehabilitacyjnym a indyjską restauracją na Malcie. Przyjechałam nieoczekiwanie za wcześnie, musiałam poczekać 45 minut, ale zrobiłam sobie spacer nad wodą, chłonąc pierwszy wiosenny zachód słońca :)

Gapa ze mnie, bo nie zapytałam czy zabrać klapki (gdziekoliwek byłam, zawsze dostawałam wraz z ręcznikiem jednorazowe japonki). A tu był zgrzyt. Mogę się jeszcze doczepić do jednej kwestii - z szatni przechodziłam do gabinetu przez wspólną część dla saunowiczów i niestety, ale widok totalnie nagich panów w różnym wieku niemiłosiernie mnie krępował. Chyba tak nie powinno być, czy się mylę?

Kiedy już zaległam na łóżku stwierdziłam, że sama nie rozumiem, dlaczego mi było tak trudno umówić się na takie przyjemności i że powinny one spotykać kobietę przynajmniej raz na kwartał. A kiedy dowiedziałam się od masażystki, że jej klientami są zazwyczaj panowie (bo oni nawet w ciągu dnia wpadają na pół godzinki sauny i pół godzinki masażu), to obiecałam sobie fundować przynajmniej peeling częściej niż raz na parę lat (chodzi mi o taki peeling w spa). 

Najpierw dość mocny borowinowo-solny peeling oczyścił moje ciało, ciepły prysznic zmył sól, to już masaż całego ciała ciepłą oliwką to było to, czego potrzebowałam najbardziej. Było mi tak dobrze, że z lekka przysypiałam, relaksacyjna muzyka prznosiła myśli w miejsca szczęśliwe i zanim się obejrzałam, a minęły 2 godziny :)

Do domu wróciłam zrelaksowana i odprężona :) Mam dobrze, bo do końca czerwca muszę wykorzystać kolejny karnet (prezent świąteczny od R.) i tym razem nie będę tego odkładała w nieskończoność :)

Jak jeszcze dodam, że dzisiaj spędziłam 3 godziny na wiosennym acz spokojnym sprzątaniu rabaty kwiatowej, ganianiu z Bartkiem i walką na kijki, że dotleniłam się, zmusiłam ciało do ogródkowej gimnastyki, to jest mi dobrze :)

17:15, fischerwoman
Link Komentarze (12) »
piątek, 16 marca 2012
Częściej nie daję rady tu być.

Od niedzieli  Bartek chory – wirusowe zapalenie oskrzeli – wysoka temperatura, rzężący kaszel, zatkany nos, olbrzymie trudności z oddychaniem :( We wtorek podaliśmy antybiotyk przepisany w poniedziałek przez pediatrę na wypadek, gdyby nie udało nam się zbić temperatury (utrzymywała się 3 dni ok.39st.C i dopiero antybiotyk zadziałał). R. został w domu od poniedziałku do środy, ja już we wtorek poszłam szczerze zapytać szefową, czy mogłabym iść na zwolnienie w czwartek i piątek (R. musiał wracać do pracy). Zgodziła się bez mrugnięcia okiem, powiedziała nawet, że gdybym potrzebowała dłużej, mam się nie oglądać na nową pracę – dziecko najważniejsze :) A słyszałam, że kobieta szef to horror ;) Za 2 tygodnie mam rozmowę na temat mojego osobistego rozwoju w pracy, celów mi postawionych, mam nadzieję, że nie usłyszę niczego na temat chodzenia na L-4 na chore dziecko….

Wczoraj zadzwoniłam do mojej Mamy z prośbą o przyjazd do nas na cały przyszły tydzień. Nie mogę jeszcze puścić Bartka do przedszkola. Mama już wczoraj kupiła bilet, już się pakuje, jechać 300km do dzieci i wnuka, to dla Niej nie problem J Obgadałam z Bartkiem temat przyjazdu Babci, trochę kręci nosem, ale woli zostać w domu z Babcią niż iść do przedszkola :) Podejrzewam, że w poniedziałek będą małe problemy, ale Mama da sobie radę, w końcu wychowała 3 dzieci a i Bartek szybko łapie z Babcią dobry kontakt :)

W pracy przyswajam taką ilość informacji, że wieczorem nie mogę zasnąć, mam opuchnięty mózg ;) Mam 3 miesiące na wdrożenie, a potem nieśmiało zacznę stawiać samodzielne kroki. Angażuję się mocno, by dowiedzieć się jak najwięcej, ale nie ma zostawania po godzinach, zresztą nikt nie zostaje, szefowa też leci do córci i męża :) I już mamy wypisywać wnioski urlopowe na weekend a właściwie tydzień majowy, fabryka stoi, hurrra! Chyba nie pisałam o tym, że my już od stycznia mamy wpłaconą zaliczkę na wakacyjny pobyt nad polskim morzem – pierwszy raz pojedziemy do Dźwirzyna.  Nie chce nam się jechać gdzieś daleko za granicę, lubimy polskie morze,więc wykupiliśmy luksusowy tydzień w super hotelu, mnóstwo atrakcji dla dzieci i tych na powietrzu i w zadaszonych salach na wypadek niepogody, nawet jest kino hotelowe, o hotelowej plaży nie wspomnę. :) Wpłaciliśmy zaliczkę wiedząc, że możemy ją odzyskać nawet 30 dni przed przyjazdem, więc podjęliśmy ryzyko, na wypadek gdybym mogła w tym roku zapomnieć o letnim urlopie. Na szczęście mam już  wpisany w grafik mój letni urlop,co prawda tydzień szybciej niż planowaliśmy, ale i w hotelu udało nam się przełożyć rezerwację o tydzień, więc wszystko gra :) Po morzu ruszamy wzdłuż wybrzeża, odwiedzamy ukochane Trójmiasto, lądujemy u siostry i resztę urlopu spędzamy z moją rodziną :) A potem Mama znowu przyjeżdża do nas, tym razem na 2 tygodnie, bo do końca sierpnia placówka będzie zamknięta. Jakoś się to wszystko układa w logiczną i niestresującą całość :) Najbardziej się cieszę, że mogę liczyć na moich Rodziców, że dla nich odległość nie jest problemem, choć muszę brać pod uwagę, że mają własne życie, plany i nie ma szans, że będą „na każdy gwizdek”.

Zanim się obejrzałam, w kuchni przekwitły mi hiacynty, już pora wyjść do ogrodu, oszacować pozimowe straty, zająć się trawnikiem, powoli myśleć o nowych sadzonkach. W tym roku wracam do petunii w skrzynkach, najwyżej zabiorę je nad morze, by mi nie zmarniały ;) Sąsiedzi  mi je podlewają, ale nie uszczkną przekwitniętych kwiatków, o odżywce zapomną, więc efekt po 2 tygodniach jest dość marny.  Przed chwilą wyszłam nakarmić ptaki, jest cudnie ciepło, wystawiłam twarz do słońca, wiosna już nie puka, wiosna już jest. Wyciągnęłam dziś Bartka na krótko do ogrodu, nie wieje, niech chłopak powdycha świeżego powietrza, na pewno dobrze mu w tej chorobie zrobi :)nawet rower wyjeliśmy, pierwsze rundy dookoła domu zaliczone :) Ciekawe czy sprawdzi się weekendowa prognoza pogody???

Z dobrych „szwagrowych” wieści – potwierdziła się zgodność szpiku szwagra i jego brata, więc obaj panowie przechodzą jeszcze jakieś  badania i 2 kwietnia obaj lądują w szpitalu. 11 i 12 kwietnia szwagier ma przeszczep a potem 6 tygodni w totalnej izolacji. Ale może mieć nowe książki (żadne z biblioteki), zdezynfekowanego laptopa, MP3, telefon. Będziemy się kontaktować przez Skyp’a, telefon, mówi, że da radę :) Pewnie, że da radę!

Jutro jadę na spotkanie z kumpelami z byłej firmy, z pięcioosobowego grona aż trzy z nas tam nie pracują, ale spotkania utrzymujemy od kilku lat :) Zapowiada się babskie sobotnie popołudnie :)

Słonecznego weekendu!

14:44, fischerwoman
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2