RSS
czwartek, 25 kwietnia 2013
Gubimy samotność.

R. od wtorku w Gruzji, wraca w niedzilę, bawi się, smakuje.  A ja smakuję "uroki" bycia samotną matką - pobudka 5.30, mycie się/mycie włosów. O 6.00 budzi się Bartek -niespiesznie się ubieramy, jest czas na przytulanki - mówimy sobie, że tego przytulania musi nam wystarczyc na cały dzień :) O 6.45 wyjeżdzamy z domu, by chwilę po 7.00 dać sobie ostatniego buziaka w placówce a ja pędem jadę do pracy- o której rozpocznę pracę, o tej-8 godzin późnije-z niej wyjdę. A że mamy Bartka zapisanego do przedszkola do godz. 16.00, to lecę z wywieszonym językiem, by się jak najmniej spóźnić. 3 spóźnienia w miesiącu oznaczają zmiane umowy na odbieranie dziecka o godzinę później i nie ma mowy,by zapłacić więcej - sztywne procedury.... Normalnie to R. zawozi Młodego rano a ja go odbieram o 15.30, bo pracuję od 7.00 do 15.00. Ale w tym tygodniu później opuszczam mury korporacji. Dobrze, że miałam 1 nadgodzinę, to dziś i jutro wyjdę z pracy pół godziny wcześniej, więc nie jest źle, jak się zapowiadało :)

Za to,kiedy już wychodzimy z przedszkola, wcale nam sie do domu nie spieszy. Choć miałam tyle planów-czego ja to w domu, ogrodzie nie zrobię, to jednak cięzko nam się wraca do pustego domu- bez taty. Za to jest czas,by gubić bezkarnie popołudnie. Wczoraj zakupy, dzisiaj frajda dla Małego -wyprawa do P. tramwajem, lody w McDonaldzie, spacer po Starym Rynku. Tylko we dwoje-mama z synkiem, mała rąsia w dużej. Rzadkie to chwile,bo rzadko jesteśmy sami. Oboje strasznie tęsknimy za R., choć najgorzej było we wtorek wieczorem-Bartek szukał zaczepki na każdym kroku,by tylko znaleźć okazje ujścia emocji, powodu do płaczu. Codziennie na plauszkach odliczamy dni powrotu taty. Tak rzadko się rozstajemy, że wkładamy naprawde dużo wysiłku, by przebrnąć przez te samotne dni. Wieczorami jesteśmy wymęczeni, ja juz z zaplanowanych tematów nic nie jestem w stanie zrobić, Bartek zasypia o 19.30, ja niewiele później. Dzisiaj to wyjątek, że miałam siłę otworzyć komputer i tutaj cokolwiek napisać (w głowie mam ciagle słowa Bromm, by pisać, pisać, pisać :))) i czekam na telefon od R.

Nie lubię być "słomianą wdową", choć wiem,że takie doswiadczenia dużo dają i w relacjach rodzic-dziecko i relacjach małżeńskich. W maju to ja wyfrunę z domu na całe 2,5 dnia-heheh,zaszaleję, ale wiem, że chłopakom też będzie ciężko. 

Jutro piątek, w pracy masakra,ale odcinam głowę od myślenia o sprawach firmowych, z samego rana bezwolnie powrócą...Poniedziałek,wtorek do pracy a potem kilka dni oddechu :) We wtorek wieczorem przyjeżdża do nas na majówkę Siostra z rodzinką. Siostra namówiła mnie na bieg na 5km w Interrunie, który odbędzie sie w samo południe 1 maja - wiem, jesteśmy szalone!. Nie wiem,jak to zrobię i nie padnę, ale do mety dobiec muszę, wszak medale będą rozdawać! Trzymajcie za nas kciuki!

 

21:01, fischerwoman
Link Komentarze (4) »