RSS
środa, 22 kwietnia 2015
Z serii sami sobie gotujemy ten los. Akcja szkoła.

Istne szaleństwo, w które dałam się wplątać, zamiast iść za głosem serca i matczynej intuicji. Cudowna szkoła w K.- 18 km od domu, ale tylko trzy I klasy, wysoki poziom, Bart i T. mieli chodzić razem. Dwoje dzieci z osiedla. Nie to  co szkoła obwodowa – sześć klas I, przeładowana świetlica. Zatem łożyliśmy papiery w K. To nic, że mieszkamy w innej gminie, to nic, że  Bart dostał tylko 8 pkt na 38 możliwych, wydeptałam ścieżki u pana dyrektora, 8 pkt miało wystarczyć. Ale nagle pojawiło się mnóstwo dzieci z obwodu (kiedy składałam papiery było ich zaledwie 30), jak grzyby po deszczu powstali nowi mieszkańcy, dyro rozłożył ręce i Bart z T. znaleźli się pod kreską. Nie tylko oni, pod kreską znalazło się 14 dzieci, ponoć połowa to dzieci prominentów. Wydział Oświaty nie zgodził się na otwarcie czwartego oddziału I klasy. Do dyra pojechał R. (a raczej ja go tam wysłałam), ten rozłożył ręce i nieoficjalnie kazał się postarać o meldunek lub miejsce zamieszkania w obwodzie. Jezu, wszystko szyte grubymi nićmi, jak ja tego nie cierpię!

I tu wkroczyła moja nauczycielska intuicja – zadzwoniłam do szkoły w Sz. innej niż obwodowa – 3,5 km od domu, szkoły którą pokochałam już 10 lat temu odkąd się tutaj wprowadziliśmy (i zawsze mówiłam,że nasze dzieci tam będą chodzić:)) - jeździmy tam na wybory stąd ją znamy, koleżanka z chóru zakładała tę szkołę, 14 lat była dyrektorką, szkoła ma dobrą opinię w okolicy, w rankingu szkół w województwie też jest niezła. Na uboczu, z dużą salą gimnastyczną (otwartą w 2006r. -sama szkoła ma 15 lat), łąką dookoła, olbrzymim placem zabaw. W ramach edukacji zdobyła liczne nagrody i granty naukowe. To szkoła publiczna, z dziećmi z okolicznych wiosek. Przedstawiłam R. temat, pokazałam stronę internetową, filmik szkolny, gadaliśmy, analizowaliśmy cały tydzień, co będzie lepsze dla Bartka. Aż w końcu wspólnie doszliśmy do wniosku, że nie ma co się pakować na siłę w fikcyjne meldunki, w K., kombinować, kręcić, skoro pod nosem mamy inną szkołę, w której czuję, że Bartkowi będzie dobrze, że tam się odnajdzie, polubi, znajdzie przyjaźnie, na czym mi najbardziej zależy.

Dzisiaj pojechałam zapisać Bartka do szkoły w Sz..Powitał mnie zapach obiadu (gotują sami w szkole), dzieciaki ganiające po łące i placu zabaw. W sekretariacie przywitała mnie pani dyrektor, pogawędziłyśmy, wypytałam o szczegóły, będą tylko cztery I klasy po 20 dzieci (choć jeszcze może się to zmienić, w okolice wprowadzają się nowe rodziny), są mundurki, szkoła jest duża i jasna. Chyba uda się nauka na jedną zmianę, minusem jest świetlica czynna tylko do godz. 16.30, ale dam radę, załatwię w firmie, że będę szybciej wychodzić i więcej pracować w domu. Świetlica ma w programie odrabianie lekcji, zabawę, obiad, czy śniadanie – duża, z kącikiem kanapowym do wypoczynku, stolikami do lekcji. Wygląda dobrze :) I bardzo istotna kwestia - szkoła jest po drodze do mojej firmy, więc z dowozem nie będzie problemu, a jak Bart będzie starszy to przez naszą wioskę jedzie autobus. W związku z nowo otwartą szkołą w sąsiedniej wiosce, w tym roku z tej szkoły odpłynie 350 dzieci, czyli będzie o połowę mniej dzieci a to znaczy, że będzie jeszcze bardziej kameralnie i mniej dzieci w świetlicy, a to dla mnie ważne.

Kamień spadł mi z serca, ostatni tydzień dużo o tym myślałam, spać nie mogłam. Głowa pękała. Czuję, że dobrze zrobiliśmy, ogarnął mnie wewnętrzny spokój. Tak trzeba było od początku, prawda? :)

 

11:49, fischerwoman
Link Komentarze (10) »