RSS
wtorek, 12 kwietnia 2016
Jest tu i teraz.

Ostatnio coraz rzadziej bywam w świcie wirtualnym. Przepraszam, że nie czytam blogów, nie komentuję, nie wpadam na FB. Żyję tym, co tu i teraz w realu. Tata choruje na rak płuc, ma stadium III zaawansowania, odpada chirurgiczne usunięcie płuca, więc obecnie walczymy o maksymalne wydłużenie Jego życia. W ubiegłym tygodniu rozpoczęliśmy starania o udział Taty w badaniach klinicznych nad lekiem, który ma spektakularne wyniki w leczeniu czerniaka a teraz jest testowany na raku płuc. Z trzech stopni kwalifikacji pierwszy stopień przeszedł pozytywnie, drugi to badania wycinka w USA a ostatni to losowanie – czy dostanie nowoczesny lek czy standardową chemię. %0% szans. Dyskutowaliśmy długo w gronie najbliższej rodziny, czy warto, czy nie poprzestać na standardowej procedurze czyli radioterapii i chemii…  Po wizycie u profesora prowadzącego badania Tata sam podjął decyzję a właściwie wyzwanie, bo jeśli przejdzie kwalifikację, czekają Go co 3-tygodniowe wizyty w P., czyli dojazd z odległości 300km. Czego się nie robi, by żyć?  

 

09:29, fischerwoman
Link Komentarze (15) »