RSS
środa, 03 czerwca 2015
Barcelona była nasza!

Pełne 3 dni na nogach, przemierzanie kilkunasty kilometrów wzdłuż i wszerz ulicami Barcelony (zdjęcie to tylko wycinek, który uchwyciłam telefonem, reszta tkwi na karcie aparatu). To był czas dla nas, jako małżeństwa, jako rodziców bez dziecka, które po raz pierwszy zostało na kilka dni u dziadków. Było pięknie, słonecznie, powolnie,inspirująco i smacznie. Zaliczyliśmy niemal każdy ważny obiekt, zachwyciło nas wnętrze Sagrady Familii, ale i tak najbardziej urzekały mnie wąskie uliczki, drzwi starych kamienic, maleńkie kawiarenki, w którym popijaliśmy popołudniową kawę i cavę (wina, którego w Polsce przełknąć nie mogę -zbyt wytrawne, tam smakowało wybornie) :) Targ Mercat de la Boqueria serwował nam śniadania i owocowe soki, cudne paelle zjadaliśmy w małych restauracyjkach w różnych zakątkach Barcelony a na kolację chodziliśmy na Ramblę, by w jednej z restauracji zaprzyjaźnić się z kelnerem i spróbować katalońskich mięs, wędlin oraz owoców morza. Trafiliśmy także na mecz FC Barcelona - Athletic Bilbao i z tej racji było nam dane zobaczyć, jak mogą bawić się kibice. Odwiedziliśmy także stadion FC Barcelony, sklep firmowy, w którym nawet trawę z boiska można kupić :) Wróciliśmy zmęczeni, ale pełni wrażeń, odświeżonych uczuć i stęsknieni za Bartem, który spisał się na medal, bez jęków i płaczu zadziwiał dziadków samodzielnością i roztropnością, tylu pochwał na jego temat dawno nie słyszeliśmy :) Mam nadzieję, że ten wyjazd jest nowym rozdziałem w naszym życiu :) 

10:23, fischerwoman
Link Komentarze (8) »