RSS
sobota, 25 lipca 2009
Poszpitalnie i przedwakacyjnie.

1. torbiel wycięta, niestety z fragmentem jajnika, choc moj lekarz zapewnia,że owu bedzie nadal.. Czeka mnie dalsze leczenie, o którym dowiem sie za 2 tygodnie podczas wizyty u profesorka W,kiedy odbiore wyniki badania histopatologicznego. Po zabiegu wyszło na jaw, ze jestem uczulona na pewien antybiotyk, szczęscie w nieszczęsciu, że uczulenie wyszło na sali pooperacyjnej (twarz i szyja czerwona w biale plamy), podano mi szybko lek odczulający i przeszło. 3 dziurki w brzuchu, 6 szwów, 4 doby w szpitalu - jest juz dobrze :)

2. nieprofesorki oddział choc z gorszymi warunkami sanitarnymi (wspolny na kilka pokoi prysznic i 2 toalety), to lepszy  oddział pod wzgledem doinformowania pacjenta, troski o niego i anielskiej cierpliwosci połoznych, które nigdy nie uznały naszego pytania za bezsensowne, żartowały i zawsze przychodziły z usmiechem na dzwonek. A juz zawołanie do pacjentek przygotowywanych do zabiegu- "dziewczyny, fryzjer przyjechał!, ma 3 propozycje fryzur intymnych: 1.na goło, 2. na goło, 3. na goło" powaliło mnie na łopatki :)))

3. niestety, wiek nie decyduje o kobiecych problemach. w moim 3-osobowym pokoju bylam najstarsza, pozostałe dwie dziewczyny 23 i 24 lata. jedna to co ja, druga guz piersi. poza tym natłok kobiet w róznym wieku zameldowanych do zabiegów, chemii, podtrzymaniu ciąż...niełatwe jest nasze życie.

4. R. Bartek poradzili sobie beze mnie wspaniale. widac, że bardzo się zbliżyli przez te 4 dni, do tego stopnia, że teraz R. jest ulubioną maskotką syna i denerwuje sie kiedy tata schodzi mu z oczu :) moi chłopcy codziennie do mnie przyjeżdzali, wiekszość czasu spedzalismy na dworze, by nie narażać Bartka na szpitalne bakterie a i mnie świeże powietrze stawiało na nogi.  jestem z nich naprawde dumna :))) 

5. gdyby mnie połozyli w szpitalu na dłużej, na pewno bym umarła. łóżko szpitalne odbiera mi siły i przykuwa, że wstac nie mogę. im dłużej tam byłam, tym gorzej/słabiej sie czułam. a kiedy nie wyszła w piątek, poczulam takie rozczarowanie, że juz mi sie nic nie chciało...

6. przez te kilka dni przeczytałam H. Cobena "Nie mów nikomu", calkiem niezły kryminał, choc po zachwalaniu wielu osób, spodziewałam się czegoś więcej. niemniej - litaratura w sam raz na wakacyjny relaks :)

7. jutro wybywamy nad morze. urlop musielismy skrócic o jeden dzien,ale i tak 9 dni nad Bałtykiem to cos, na co czekałam cały rok :) jedynie zdjęcie szwów bede musiała załatwic gdzies tam :) bierzemy książki, gazety, zaległe filmy, młody szybko chodzi spać wiec wieczory mamy wolne :)

Koncząc ten wpis dziękuję Wam za ciepłe mysli, smsy ze słowami podtrzymującymi na duchu i za trzymanie kciuków-pomogły naprawdę :)

22:31, fischerwoman
Link Komentarze (5) »
piątek, 17 lipca 2009
Przygotowania.

Przygotowuje siebie do szpitala a chłopaków i siebie również do wakacyjnego wyjazdu. W niedziele spakuje torbe do szpitala, wyniki mam juz skompletowane,wczoraj rzekłam kilka słów R. co ma zrobic, gdyby cos mi sie stało. Nigdy o tym nie myslałam,ale tak mnie jakos naszło i słowa same cisneły sie na usta. We wtorek o 7.00 rano mam sie zameldowac na izbie przyjec, w srode zabieg, w piatek powinnam wyjsc ze szpitala, w sobote jedziemy i gdzies tam nad morzem bede musiała znalezc gabinet zabiegowy,by mi te kilka szwów zdjeli. Na szczęscie lekarz nie ma nic przeciwko wyjazdowi-chwała mu za to :)

Piore, susze na dworze, zdejmuje pranie, składam i tak pralka za pralka. Szykuje nas na wakacyjny wyjazd.Listy co zabrac mam w głowie, teraz jeszcze na papier musze je przelac. Od wczoraj Bartek spi w łozeczku turystycznym, by przez te półtora tygodnia przywykł do jego szelestu,by nie było powtórki z pobytu u H. Na allegro kupiłam Bartkowi uzywane ale porzadne nosidełko, mam nadzieje,ze sie nie zbuntuje,bo bedzie nam (a zwłaszcza R.) duzo latwiej przemierzac baltyckie plaze :) Juz nas widze oczami wyobrazni popoludniami wedrujacych po plazy, bosymi stopami wyciskajacych slady na mokrym piasku :) Jeszcze tylko tydzien...

Dzisiaj Bartek po raz pierwszy powiedzial 'tata", wychodza mu jeszcze dwa inne słowa "baba" i "dada", na słowo "mama" bedzie mi jeszcze długo poczekac-tak sądze. Bartek rozwija sie błyskawicznie, w kojcu sam wstaje i coraz pewniej stoi na nózkach,a jak sie go chwyci za rączki to i kilka kroczków sam zrobi,choc tego za bardzo nie probujemy, pamietajac słowa ortopedy,by nie przyspieszac procesu chodzenia. Pełzać lubi,ale sam sie nie wyrywa i po chwili nudzi mu sie szukanie kabelkow i wkładanie paluszkow do kontaktu-dobrze,ze je zabezpieczylismy.  Niestety, jest coraz gorzej z pragnieniem bycia na rekach u mnie, pozostawienie go w kojcu, w łozeczku czy krzesełku konczy sie mega histeria,az sasiedzi pytaja,dlaczego tak płacze :( Stałam sie niewolnikiem własnego dziecka i czuje bezradnosc,bo nie wiem,jak ten fakt zmienic, do tego pojawił sie ból w krzyzu :(( Kiedy byla siostra, tydzien czasu zajelo mi przekonanie Bartka ze u cioci na rekach tez jest dobrze i bezpiecznie,ale ciocia pojechała i znowu jest jak dawniej. Mam nadzieje,ze ten tydzien z tata i wspolne 3 tygodnie urlopu z R. troszke oderwa Bartka ode mnie. Ostatnio Bartek była bardzo dzielny, wykorzystałam fakt,ze miałam RTG klatki i podeszłam z Bartkiem do laboratorium, by mu krew pobrali do analizy-tak,jak zaleciła ansza pediatra. Niestety, pierwsza pielegniarka zle zabrala sie do pobrania krwi z paluszka i wynik byl taki,ze trzeba bylo kluc drugi palec,ale tym razem krew pobrała inna pielegniarka i poszło jak z płatka. Bartek nawet nie pisnal,tylko sie do pielegniarek usmiechal. W nagrode dostal balonik i naklejke dzielnego pacjenta :) Zuch moj kochany :)

A teraz sącze z męzem Baileysa i jest mi naprawdę dobrze...

 

 

22:13, fischerwoman
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3