RSS
środa, 31 lipca 2013
Pokonać samą siebie.

Jaka temperatura była w minioną niedzielę każdy pamięta - upał nieprzeciętny.

R. w tym roku przechodzi samego siebie i szaleje na rowerze,w związku z tym namówił mnie na 3 rajd po okolicy, którego współorganizatorem jest Radio Merkury. Strasznie się bałam, bo do pokonania było w sumie 60km – w tę i z powrotem na trasie Gniezno – Pobiedziska/Pobiedziska – Gniezno. Jak na mnie, która jeździ w tym roku tylko 15km na jedną przejażdżkę (mam ustaloną
trasę), to było wyzwanie. Skorzystaliśmy jednak z obecności mojej Mamy i zapewnionej opieki nad Bartkiem i pojechaliśmy do Gniezna.

Start odbył się z Rynku, dostaliśmy pakiet startowy (mapę z wyznaczoną trasą, kamizelkę zieloną, książeczkę rajdowca, wodę, saszetkę na szyję do dokumentów) i wyruszyliśmy w trasę o godz. 10.40 obładowani wodą mineralną, izotonikami oraz batonikami na sportowców, wiedzieliśmy, że nie możemy dopuścić do odwodnienia organizmu, często pić i co jakiś czas przekąsić batonik, by moc była w nogach. Mieliśmy 2 punkty kontrolne, na których czekała woda, trzeba było wbić do książeczki pieczątkę, chwilkę odsapnąć i ruszyć w dalszą trasę. Po trasie spotykaliśmy inne ekipy, wszyscy się ze sobą witali,dopingowiali, a zważając na fakt, że w najcieplejszym momencie rajdu termometr rowerowy pokazywał 41st.C wzajemny doping był potrzebny. 

Na metę dojechaliśmy przed godz. 13.00,dostaliśmy ciepły posiłek, kawę/herbatę, wodę a potem mogliśmy do woli korzystać z kajaków i rowerów wodnych. Miałam ochotę wskoczyć do jeziora, ale kompletnie nie pomyślałam o zabraniu ze sobą stroju kąpielowego. W zamian cudownie było
moczyć w jeziorze zmęczone nogi, popływać rowerem wodnym, posłuchać jazzowej kapeli, która przygrywała przy plaży. Dostaliśmy nawet nagrodę za uczestnictwo w wyścigu rowerów wodnych.

Miło było, ale przed nami był powrót do Gniezna,więc ok. 14.00 ruszyliśmy w drogę powrotną. Tę godzinę na plaży bez nakrycia głowy odczułam niemiłosiernie, bolała mnie głowa razem z uszami, czułam się zmęczona, ale dużo piłam i po jakichś 7 km kryzys minął. Droga powrotna mijała szybko, temperatura spadła do 33st.C, można było pedałować ;) Dojechaliśmy do Gniezna w niespełna 2 godziny, nie powiem – byłam zmęczona, może nie tyle ilością przebytych kilometrów, co upałem, opaliłam mocno ręce i nogi, przegrzałam się nad tym jeziorem i marzyłam o prysznicu. Wieczorem zasnęłam już przed godz.21.00 a następnego dnia, oprócz opalenizny na rękach, nogach i twarzy, nie czułam w mięśniach nic-zero zakwasów, zero zmęczenia. Widać, mogę jeździć w takie trasy :)

Cieszę się, że dałam radę, że pokonałam w sobie strach przed wyzwaniem, że sama sobie udowodniłam, że trzeba próbować, co w kontekście faktu odejścia z korporacji dodało mi odwagi.

Dla chętnych video z 3 rajdu i ja w 3:13 minucie, R.też się załapał :):):)

http://www.radiomerkury.pl/radiowe-akcje.html

20:45, fischerwoman
Link Komentarze (12) »