RSS
wtorek, 28 lipca 2015
Ostatnia prosta.

To ostatnie dni przed wyjazdem na urlop.  Jeszcze tylko godzina w pracy i mogę powiedzieć, że mam urlop. W sobotę o świcie ruszamy do Chorwacji, po drodze nocujemy na Słowenii. Niedzielne popołudnie spędzimy już z widokiem na Adriatryk :) Po Chorwacji kilka trzy dni w Wenecji, a w drodze powrotnej jeszcze dwa dni w Monachium. W minioną niedzielę zdecydowaliśmy się również na kilkudniowy pobyt w Górach Sowich w trzecim tygodniu naszego urlopu, mamy zamiar nacieszyć się Górami Stołowymi, których R. i Bart nie znają, a dla mnie to będzie podróż sentymentalna po ponad dwudziestu latach (aaaa, jak to brzmi!) Wczoraj zakupiliśmy Bartowi stosowne obuwie trekkingowe, wszak posiada jedynie śliskie adidaski tudzież sandałki na jednakowoż śliskiej podeszwie. Obuwie będzie do wykorzystania jesienią, więc nie jest to zakup dedykowany li jedynie na kilka dni w górach. Cieszę się, ale kompletnie jeszcze nie czuję urlopu.

Mam masę rzeczy do zrobienia, obecność mojej Mamy w domu mi nie pomaga, bo jakby nie było sporo czasu spędzamy razem,a robota leży odłogiem. Po tygodniu pod jednym dachem przypomniałam sobie, dlaczego dorosłe dzieci MUSZĄ mieszkać bez rodziców. Jesteśmy tak skrajnie różne, że o konflikty nie trudno, niestety moja Mama natychmiast się obraża, nic powiedzieć nie można, tylko na rękach nosić i ołtarzyk stawiać. Lubię ten czas, kiedy do nas przyjeżdża, ale z roku na rok jest coraz trudniej znaleźć wspólny język, wspólne podejście do tematów. Nigdy nie zwierzałam się mojej Mamie, nigdy nie narzekam na R., bo zawsze staje po stronie mężczyzn, z Siostrą mamy te same spostrzeżenia. Zazdroszczę wszystkim, którzy mówią o swoich Mamach "przyjaciółka", ja o swojej nigdy tego nie powiem, choć kocham Ją bezwzględnie. 

Dzisiaj muszę spisać listę rzeczy do zabrania i powoli je gromadzić w jedno miejsce. Jutro jadę do fryzjera i na hennę. Manicure i pedicure hybrydowy robię sama, więc nigdzie nie muszę pędzić. Jeszcze tylko ostatnie pranie, zakupy i porządek w domu, by wrócić do czystego domu, jak lubię. W czwartek wsadzę Mamę w pociąg, popłacę rachunki i faktury sierpniowe oraz przedwcześnie ZUS-niech mają wcześniej na emerytury ;) Opieka nad kotem załatwiona, jeszcze muszę Ciciunię przećwiczyć we wchodzeniu do domku na narzędzia, w tym roku tam jej zostawię karmę i wodę, inaczej na tarasie z misek wyjadają obce koty. R. zrobił w drzwiach domku taki klapkę ruchomą jak do kuwety, pytanie czy kotka "załapie", o co chodzi? 

Lubię ten zamęt przed wyjazdem, choć zawsze opuszczam dom z niepokojem i pytaniem, czy ja naprawdę wszystko wyłączyłam? Dodatkowo, kiedy pomyślę, że po powrocie z urlopu zostanie tylko tydzień do szkoły, mam gęsia skórę... Ale w sumie, dlaczego i czym tak się stresuję? Phi, sama nie wiem :)

Uciekam, do zobaczenia po urlopie. Tym, którzy wybierają się na wypoczynek życzę udanych wakacji a tym, którzy już wrócili życzę spokojnej pracy :) See you!

15:22, fischerwoman
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 13 lipca 2015
Dziadek nie "kompel"!

B. w tym roku przez 2 tygodnie spędza poniedziałki i wtorki z teściem. R. zawozi go rano, ja odbieram popołudniu. Ubiegły tydzień nie należał do przyjemnych, dziadek zrobił wnukowi awanturę o to, że wnuk nie mówi do dziadka per „dziadku”, tylko mówi na „ty”. Oczywiście Bart zaczyna zdanie od „Dziadku, czy mógłbym coś tam…”, ale w środku rozmowy przechodzi płynnie na „ty” o określeniu „dziadek” zupełnie zapomina. Teść jest cały oburzony, że wnuczek robi to złośliwie, pomimo dziadka upomnień, do tego stopnia się oburzył, że postawił pod znakiem zapytania opiekę nad wnukiem w obecnym tygodniu. Nasłuchałam się w miniony  wtorek, aż miałam czerwone uszy a potem mi łzy poleciały, bo z jednej strony rozumiem teścia i wiem, że B. potrafi na złość różne rzeczy robić, z drugiej widzę, jaką instytucję dziadka kreuje teść. Dziadek instytucja, który z katedry zwraca się do wnuka i mówi: „jestem Twoim dziadkiem, nie komplem”. Dobrze, że sygnetu nie nosi, może B. musiałby jeszcze w sygnet całować. I mówimy tutaj o dziadku w wieku 63 lat. Rozmawiałam z Bartkiem, tłumaczyłam, on wie, że i my zwracamy na to uwagę, pilnujemy, kiedy słyszymy, ale jak widać z marnym skutkiem. Jeszcze takiej sytuacji nie przerabialiśmy. Bartek ochłonął, zadzwonił do dziadka, przeprosił i uzyskał zgodę na przyjazd w dniu dzisiejszym (popołudniu się dowiem, czy na jutro też). Dawno nie miałam takiego stresa, jak dzisiaj, bo co ja pocznę z dziecięciem, jak mi się teść znowu obrazi?

I ta sytuacja przypomniała mi czasy mojego dzieciństwa. Faktycznie zawsze mówiłam „czy babcia mogłaby coś tam”, nigdy mi przez gardło nie przeszło sformułowanie: „babciu, mogłabyś”, niby nie ma różnicy a jednak. I teraz nie wiem, czy teść ma rację, czy jednak może czasy się zmieniły i trochę warto poluzować krawat, zejść z katedry i budować relacje z wnukami na innej płaszczyźnie. Wszak nie mają w intencji umniejszać roli i pozycji dziadka czy babci. Muszę z moimi rodzicami o tym porozmawiać, bo nie wiem, jakie oni mają zdanie. Mama przyjeżdża do nas w najbliższą niedzielę, podpytam, czy w pierścień ma wnuczek całować :)

 


 

 

 

13:32, fischerwoman
Link Komentarze (14) »