RSS
piątek, 26 sierpnia 2011
A mi jest szkoda lata...

To nasze ostatnie beztroskie dni. Kończy się lato, mimo upału, słonko już nie grzeje tak mocno. Dzień jest krótszy o najdłuższego dnia w roku o 2,5 godziny, szok!

Właśnie wróciliśmy z przejażdżki rowerowej - 3km w obie strony, proszę bardzo :) Za tydzień Bartek idzie do przedszkola, ja intesywnie szukam pracy. 3 lata w domu, bez porannego pośpiechu, z codziennym wygłupami w piżamach, spokojnym i leniwym śniadaniem. Będzie mi strasznie tego brakowało, kluche mam w gardle, kiedy o tym myślę. Coś się kończy, coś zaczyna. Mam ogromną potrzebę powrotu do pracy, ale zapewne jeszcze nie raz z utęsknieniem pomyślę o czasie w domu. R. powiedział, że nie muszę wracać do pracy,mogę prowadzić dom, ale on wtedy odżegnuje się od wszelkich domowych obowiązków. Jakoś nie mogę sobie siebie wyobrazić tylko w roli gospodyni domowej :)

Nasze dziecko rośnie, usamodzielnia się. Od momentu pójścia do przedszkola, pozostanie w edukacyjnych trybikach przez najbliższe 20 lat. Nie myślę jeszcze o jego przyszłości, nie rozważam, do której szkoły pójdzie. Nasze plany są krótkoterminowe, krok pierwszy - niech się zaaklimatyzuje w przedszkolu, daj Boże!

Udało nam się załatwić miejsce dla szwagra w poznańskim szpitalu,ale wczoraj A. zadzwonił i powiedział, że hematolodzy zmienili mu procedure leczenia, wiec miejsce w szpitalu musimy zwolnić. Najpierw dostanie kilka dawek chemii, śledziona w tym czasie powinna się zmniejszyć i dopiero wtedy można będzie ją usunąć. Mam nadzieje, ze tak będzie dobrze. 

Wczoraj miałam naprawdę przyjemny dzień. Rozpoczął się przedpołudniową wizytą Brommby z Nataszką i Audrey :) Dobrze że spotykamy się w poniedziałek, bo z dziećmi nie ma szans na dłuższe rozmowy :) Potem przyjechał listonosz i przywiózł lawendową paczkę od Kaatje, jeszcze raz dziękuję, jestem wzruszona :) Popołudniu przyjechała opiekunka a ja skoczyłam do outletu,gdzie w Solarze nabyłam piekny wełniany szal z wfilcowanymi kwiatami a potem miałam randkę z moim mężem :) Co prawda początek wieczoru nie był idealny, bo Bartek, przez upał i duchotę, zasnął dopiero o 21.30 (normalnie spi juz o 20.30), ale to szczegół, bo reszta wieczoru była juz udana :)

Przyjemnego weekendu!

12:02, fischerwoman
Link Komentarze (6) »
wtorek, 23 sierpnia 2011
Kumulacja :(

Chyba nastał u mnie czas złych wpisów. Więcej smutków nie mogło nam się zwalić na jeden raz:

1. szwagier - szukamy szpitala w P.ktory jak najszybciej go zoperuje a dalej poprowdzi leczenie chemią. Jutro siostra i szwagier przyjezdzają do nas, bo umowilam im wizyte u profesora onkologii.

2. ojciec szwagra - zdiagnozowany rak płuc, jutro rezonans i kontrola czy są przerzuty.

3. 5 letnia córka  mojej najblizszej kuzynki - zdiagnozowana choroba Recklinghausena, Mała czeka na operacje wycięcia i zdiagnozowania guzków, które pojawiają się na jej małym ciałku :(

4. brat mojej mamy - został napadnięty, pobity i ma krwiaki na mózgu, nie rozpoznaje nikogo, mówi od rzeczy,lekarze boją się operować, bo wuj może nie przeżyć operacji. 

5. dziewczyna mojego brata - po operacji oponiaka (łagodny nowotwór mózgu). na szczęscie wraca do formy, zwłaszcza jej oko.

Wszystko wal nam sięi na łeb. Lecą łzy,ale walczymy, dzwonimy, załatwiamy, by ratować kogo się da. I jak tu napisać coś dobrego? Ale spróbuje...

W ubiegłym tygodniu (od wtorku do soboty) była u nas moja mama. Było tak fajnie jak nigdy, nagadałyśmy się za wszystkie czasy, razem z Bartkiem jeździłyśmy rowerami a raz wybrałyśmy się same na wieczorną przejażdżkę. Byłyśmy na babskich zakupach w CH, co prawda krótkich,ale owocnych - ja jedna bluzka, mama dwie. Na domowym kinie obejrzałyśmy 3 filmy: "Galerianki", "Wszystko będzie dobrze" i "Wenecję", wszystkie trzy polecam :) Mama się u nas wysypiała i nadrabiała zaległości w kontaktach z wnukiem. Mam nadzieje, ze jeszcze kiedyś powtórzymy tę wizytę :)

A weekend spędziliśmy u siostry. Dobrze, że pojechaliśmy, bo udało nam się obgadać cięzkie tematy choroby A. i ustalić, co robimy, jak możemy pomóc i dodać otuchy, że ich samych nie zostawimy i w każdy możliwy sposób pomożemy. Siostra mogła sie wygadać, pochlipałyśmy trochę, bo tak reagujemy na silny stres. Ale były i wesołe chwile - urodzinowe ognisko u rodziców na wsi, poznałam nową dziewczynę mojego brata (ponoć ostatnia) - gaduła, ale zrobiła na mnie dobre wrażenie, a kiedy zapadł zmrok puściliśmy w niebo 10 chińskich lampionów z życzeniami, myślę, że większośc miała to samo życzenie.

W niedziele przed południem poszłyśmy z siostrą i dzieciakami do Dinoparku - cudownego miejsca z ruszającymi się i ryczącymi dinozaurami,a było ich chyba z 30 sztuk :) Zeszłyśmy się, ąz nogi bolały, Bartek na szczęscie jechał w  dino wózku w kształcie połowki jaja dinozaura, ciekawie przyglądał się dinozaurom (w sklai 1:1) i w ogóle sie nie bał. Na koniec z kuzynka szalał w bomberach (auto z oponą dookoła, na takim torze jak samochodziki w wesołym miasteczku, M. kierowała, Bartek strzelał do innych i łapał punkty). Dzieciaki były zachwycone, my zmęczone, ale też zachwycone tym miejscem. Polecam www.dinopark.malbork.pl

 

 

22:34, fischerwoman
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3