RSS
czwartek, 10 września 2015
Szkoła tematem nr 1.

W szkicach mam zapisany wpis o wakacjach, nie udało mi się go opublikować, życie toczy się własnym torem i nadaje tempo. Ja się tylko pytam, gdzie ten czas ucieka? 

Dla tych, którym nie opowiedziałam jeszcze o wakacjach cytat ze szkicu:

"Urlop w Chorwacji bardzo udany, bez pospiechu, wymoczyłam się w ciepłym Adriatyku (woda miała 30st.C, R. ma zegarek z termometrem). Dwudniowy pobyt w Wenecji cudowny i niespieszny – oprócz widoków, uliczek, mostków- zakupy (kto zna markę Unisono wie, jakie u nas są ceny, ja kupiłam bluzkę i sweterek za 5 euro za sztukę). Monachium to już inna bajka, nasz kolega-współtowarzysz przeciągnął nas po Monachium tak, że pęcherze z palca u nogi zdejmuję do dziś. Wspaniałe eksponaty statków, samolotów w Deutsches Museum (wrócimy tam na pewno), pyszne bawarskie jedzenie i piwo w Englischer Garten i klimat bawarskiej zabawy w Święto Wniebowzięcia Maryi Panny, to biesiadne oblicze Monachium. Za to wieczorne spotkanie z Lylową, rozmowy, tyle tematów, a każdy tylko dotknięty, muśnięty i poczucie, że to nie wydarzyło się naprawdę, bo kiedy o tym mówię, ludzie nie dowierzają, że takie spotkania są realne, że życie wirtualne przeistacza się w realne. Czuję niedosyt. Ale Lyl, my jeszcze do Munchen wrócimy :)"

Tyle a propos wakacji, mam wrażenie, że były bardzo dawno temu...

Tematem nr 1 w naszym domu to szkoła. Początek roku był uroczysty a razem z nim pasowanie na ucznia, ucieszyłam się, że mamy o jedną imprezę mniej. Po tygodniu uczęszczania do szkoły Bartek nadal do niej chętnie wstaje i mówi o niej dobrze, z czego naprawdę się cieszę :) W kwestiach wyposażenia jesteśmy na minusie. Krawcowa nie wszyła do mundurka żadnej metki, w dniu w którym kupiłam taśmę do zaprasowania z imieniem i nazwiskiem, Bart wrócił ze szkoły bez mundurka - zdjął go, bo było mu gorąco i gdzieś posiał. Mundurka szukają panie sprzątające, woźny i panie ze świetlicy. Na razie dostałam mundurek tymczasowy/zastępczy jakiegoś dziecka, który od roku się nie po niego nie zgłasza (woźne mają kilkadziesiąt takich mundurków, każdy rozmiar do wyboru) - wyprałam, podpisałam i nosi. Ponoć ten oryginalny się znajdzie, kwestia czasu. Przynajmniej poznałam panie sprzątające ;) Panie ze świetlicy tez zaangażowane, jakieś Merci podrzucę w podzięce, inaczej nowy mundurek to kolejny wydatek 50zł. Z innych strat to wieczne braki kredek w piórniku. Kredek podpisać się nie da, Bart kompletnie nie pamięta, by po lekcji spakować piórnik - życie w przedszkolu było łatwiejsze, tam wszystko było wspólne, pakowało się kredki do pudła i odstawiało na regał, teraz trzeba zadbać o swoje. Musi się dziecko nauczyć. 

Śniadania - bałam się tej kwestii niepotrzebnie. Bart codziennie chce mieć marchewkę i czerwoną paprykę w śniadaniówce, z owoców najchętniej pałaszuje śliwki, jabłka dostają w szkole, więc z domu nie chce ich brać. Najgorzej z samą kanapką - tylko chlebek z serem i keczupem, o szynce nie ma mowy. Jest jeszcze dwudaniowy obiad, który chętnie je, więc głodny nie chodzi :) Nad kwestią kanapki popracujemy :)

Świetlica. Jak ja się cieszę, że nie zapisałam dziecka do K.!!! Sąsiadka zza płotu opowiada historie z dreszczykiem, jakie jej synowie ze świetlicy przynoszą, koleżanki z chóru również w superlatywach się nie wypowiadają, dzieci tam po prostu nie chcą być, bo ponoć to walka o przetrwanie. A u nas po pierwszych dniach chaosu przyszła pora na przestrzeganie ustalonego od dawna rozkładu dnia. Wczoraj odbieram Barta ze świetlicy, patrzę - nie ma go w świetlicy głównej, pytam, gdzie się zapodział a pani świetliczanka prowadzi mnie do innej sali, bo akurat trwa godzina na dorabianie lekcji - młodsze dzieci oddzielnie od starszych siedzą w ławkach, cisza, spokój, druga pani świetliczanka pomaga i pilnuje. Dzieci, które nie mają nic zadane, dostają łamigłówki do rozwiązywania, rysują, czytają. No kultura proszę państwa! Do tego wybraliśmy dwa kółka w dniu, w którym Bartek jest w szkole do 16.00 - kółko matematyczne i gier planszowych, da się w niej przeżyć.

Żeby nie było za różowo, Bart opowiadał o "zabawie dla odważnych", którą zorganizowali starsi chłopcy. Podczas długiej przerwy na dworze, pierwszaki siedziały na jakimś murku a starsi chłopcy rzucali nich piłką. Wygrywał ten, który się nie rozpłakał. Bart był dumny, że on nie płakał, za to ja się rozryczałam w środku, że ktoś mojego syna wali piłką... Kiedy usłyszę jeszcze raz o takiej zabawie, nie omieszkam wspomnieć o tym paniom ze świetlicy. Ja wiem, że musze być gotowa na takie historie, cieszę się, że Bart o tym mówi, ale już go uczulam, by się nie zgadzał na zabawy, które wydają mu się niebezpieczne, kiedy wie, ze coś złego może się zdarzyć. Na szczęście do szkoły trafił starszy kolega z osiedla, słyszę, że razem spędzają przerwy, więc jestem troszkę spokojniejsza.

16.09 mamy wywiadówkę, dowiem się więcej :)

Za rok zupełnie inaczej podejdę do kwestii szkoły, prawda?

 

Edycja: człowiek się uczy całe życie, kuzynka mnie oświeciła,że w internecie można zamówić różnej maści niespieralne naklejki z imieniem i nazwiskiem dziecka - na przybory szkolne, ubrania a nawet do butów. Tanie to nie jest, ale jak policzę możliwe straty i fakt, że tych naklejek wystarczy na 3 lata, to już zamówiłam :)

11:00, fischerwoman
Link Komentarze (14) »