RSS
wtorek, 25 października 2011
Zapinam wszystko na ostatni guzik.

Za tydzień o tej porze będę kłębkiem nerwów,bo dnia następnego, po 3,5-letniej przerwie, trzeba będzie wstać o świcie i pojechać do pracy. Wiem, że nic nie wiem, jeśli chodzi o to na jakie stanowisko wracam, ale wczoraj kadrowa kazała mi zrobić zdolność lekarską na moje stanowisko, więc czuję w kościach, że wracam na stare śmieci. Z jednej strony się cieszę, bo wracam do znanych mi tematów, z drugiej entuzjazmu mi brak, bo już słyszę, że będę musiała dużo sprzątać po mojej zastępczyni (a ja po kimś sprzątać wyjątkowo nie lubię) oraz miałam nadzieję, że trafię na nowe wyzwania,bo ja ubię się uczyć i robić nowe rzeczy.

W domu ganiam na pełnych obrotach. Sprzątam, gotuje, zaglądam do zakamarków, chodzę po lekarzach, by załatwić i zamknąć wszystkie tematy, na które za chwilę nie będzie w ogóle czasu. W tym tygodniu pozwalam sobie na jedyny luksus- staram się wyspać na zapas. R. z Bartkiem wychodzą przed godz. 7.00 a ja myk do łożeczka, by albo się wyleżeć albo jeszcze złapać snu. Niestety w weekendy się nie da, bo nasz syn kochany wstaje w weekend przed godz. 6.00 a w tygodniu nie możemy go dobudzić :( Czy wszystkie dzieci tak mają???

W ubiegłym tygodniu nasze dziecko oficjalnie zostało przyjęte w poczet przedszkolaków. Urodzystość odbyła się rano (o godz. 9.30), większość rodziców musiała wziąć urlop, by obejrzeć swoje pociechy jak wielgachną kredką dostają przez ramię od pani dyrektor, otrzymują medal i dyplom :) Były występy starszych grup i występ samych pasowanych. Bartek tydzień wcześniej siedział w domu z powodu przeziębienia, więc tylko w jednej piosence brał udział. Spisał sie chłopak na medal, bo bardzo chciał do nas podejść, ale dzięki pani Halince (ukochana pani Bartka), wytrzymał do końca. Po uroczystości zabraliśmy Młodego na lody, karuzelę i uroczysty obiad :)

Ostanie dwie niedziele z rzędu razem z Bartkeim, sąsiadką P. i jej córeczką Terską (rówieśniczka Bartka) byliśmy w Tetrze Animacji na dwóch spektaklach "Małe ja - to- ja" oraz "Pan Kuleczka". Bardzo mi się podoba, że dzieci mogą głośno reagować, rozmawiać, śmiać się,trochę kręcić na miejscach (patrz Bartek) i nikomu to nie przeszkadza :) W listopadzie planujemy poranek z bajkami, by się nasze dzieci ukulturniały :)

Mamy kłopot  z Bartekiem :( Od dnia pasowania stał się nerwowy, krzyczyący bez powodu i w najdziwniejszych momentach. Wszystko go wyprowadza z równowagi, zaczyna krzyczeć, wtedy ja odprowadzam go do pokoju, spokojnie mówie, że z nim nie rozmawiam, bo krzyczy i dopóki się nie uspokoi, dopóty ma tam siedzieć. Nie pomaga, jeszcze bardziej się wścieka, trzaska drzwiami, rzuca zabawkami.  Budzi się w nocy, krzyczy, szarpie, trudno go wybudzić a jak już się uda, to trudno uśpić. Nawet w przedszkolu coraz częściej pokazuje rogi, wczoraj poszedł sam siusiu i nie chciał założyć majtek a potem trzaskał drzwiami. Podejrzewamy, że przeżywa przedszkole, choć jestem pewna że krzywda mu się tam krzywda nie dzieje, skoro rano aż biegnie do placówki i nawet nie piśnie przy rozstaniu. Nadal mało mówi, nie chce śpiewać, nie lubi rysować.W poniedziałek ruszamy z ćwiczniami w gabinecie za płotem (sąsiadka jest fizjoterapeutką i z  badań wyszło, że Bartek ma zaburzenia czucia głębokiego) a w piątek jedziemy na badanie włosów pod kątem obecności metali ciężkich w organiźmie. Ograniczyłam mu również słodycze,które wpływają na pobudzenie dziecka. Ten problem istnieje od dłuższego czasu,ale falami raz się uaktywnia a raz wycisza. Teraz mamy niestety okres aktywności. Pediatra podsuwa badania, psycholog radzi zachować anielską cierpliwość, ale powoli zaczyna nam jej brakować. Wszędzie szukamy przyczyny i pomocy,bo dłużej nie zniesiemy 3-4 awantur w ciągu dnia (jedna potrafi trwać nawet godzinę).

Dobrze, że jutro jest środa i mam spotkanie z mafią, jadę się naładować pozytywną energią :)

13:50, fischerwoman
Link Komentarze (8) »
środa, 12 października 2011
Miejsce ukochane.

Do Gdanska pojchalismy w sobote rano. Zrobilismy sobie podróz sentymentalna, która przez korki trwała ponad 6 godzin. Nigdy wiecej! A potem spacer po Monte Casino w Sopocie, marny obiad  w restauracji i kolosalny rachunek. Za to kawa w Kandulskim (tak, tym z Poznania) i "adopcja" pewnego koguta poprawiły nam humor. A potem juz było tylko lepiej, cudowny hotel nad sama Motławą w Gdańsku, spacer nad rzeką, kolacja w stylu Oktoberfest w hotelowym barze, który słynie z włanej produkcji piwa. Wszędzie towarzyszył nam Bartek :)

Poszlismy wczesnie spać, bo z samego rana jechaliśmy do siostry. Tradycyjnie kilka godzin z moją rodziną to mało. Dobrze, że do siostry wpadli moi rodzice, wiec w jednym miejscu spotkali się wszyscy ci, których chcieliśmy zobaczyć. Posiedzielismy, pogadalismy, szwagra obejrzeliśmy, wyściskalismy i do domu uciekać musielismy, by jeszcze na wybory zdązyć.

To był szybki i intensywny weekend,ale zobaczyłam moje strony, spedzilam kilka godzin z najważniejszymi osobami w moim życiu, wiec miałam wrażenie, że nie było nas w domu przez kilka dni :)

Od poniedziałku Bartek w domu, bo ma katar i kaszle. Na pewno w tym tygodniu nie puszczę go do przedszkola. Nie mam nic do załatwienia w tym tygodniu, wiec moge z synem posiedzieć i go kurować. Za to w przyszłym tygodniu codziennie mam coś, wiec Bartek musi pomaszerować do przedszkola. I w przyszłą środę nasz synek ma pasowanie na predszkolaka, wiec musi być obecny :)

 Poniżej kilka fotek z wyjazdu do Gdańska. Nocne zdjęcia to widok z naszego hotelu.Gdańsk by night jest cudny :) Kogut również, prawda? :))

 

 

10:01, fischerwoman
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2 , 3