RSS
poniedziałek, 29 października 2012
Pogodzona z jesienią.

Nie wiem, skąd się we mnie w tym roku taka ilość jesiennego spokoju. Co roku przeżywałam i marudziłam, że lato się skończyło, że do wiosny daleko a w tym roku cieszy mnie jesień, spadające kolorowe liście, mgły i nostalgia w sercu.

Kilka dni temu widziałam krótki wywiad z Magdą Mielcarz, na co dzień mieszkającą w słonecznej Kalifornii, ale tęskniącą za polską jesienią, babim latem, wspomniami, Zaduszkami, odrobiną smutku i zadumy. To takie polskie i bliskie memu sercu. Potrafię sobie wyobrazić, że można się zmęczyć a twarz może sparaliżować skurcz od wiecznego „keep smiling”.

Ostatni rok nauczył mnie, że ważne jest to, co przed nami a nie za nami, że nie ma co się oglądać wstecz, tylko iść do przodu. Nie planuję zbyt odlegle, teraz planuję święta, ale to nich zostały niespełna 2 miesiące, więc daleko do przodu myślami nie wybiegam. Nie ma we mnie huraoptymizmu, „carpe diem” albo coś w tym stylu, jest to raczej spokój i pogodzenie z tym, co przynosi dzień i pora roku. Pytanie jak długo ten stan potrwa? Nie znam odpowiedzi na to pytanie, na razie jest mi z nim dobrze :)

W miniony czwartek spałam tylko 2 godziny, tak byłam przerażona powrotem do pracy po 4 dniach zwolnienia na chorego Bartka. Wczoraj byliśmy na grobach najbliższych R. i kiedy tak wędrowaliśmy w słońcu pomiędzy grobami, kiedy cisza zakłócana była tylko półgłosem innych i odgłosami sprzątanych nagrobków, doznałam dziwnego olśnienia, że jeśli praca przejmie kontrolę nad moim życiem, wyssie ze mnie wszystkie soki i dla innych nie zostanie już nic, to niewiele po mnie zostanie-kamienny nagrobek i cisza. Dotarło do mnie, że korporacja przetrwa beze mnie, że nikt moich nerwów, przejmowania się nie doceni a raczej wystawi na atak innych, teraz jestem ja, za rok, dwa, pięć może być ktoś inny. I nagle praca przestała mieć aż tak wielkie znaczenie. Wczoraj, od początku marca, miałam pierwszy niedzielny wieczór, kiedy każdą najmniejszą myśl o pracy zdusiłam w zarodku. Wreszcie przestałam być kłębkiem nerwów i ze spokojem poszłam spać.

Tak, tylko spokój mnie uratuje :)

 

19:07, fischerwoman
Link Komentarze (5) »
wtorek, 23 października 2012
I jak tu ponownie wystartować?

No właśnie jak? Jak opisać te 5 miesięcy,kiedy mnie tutaj nie było? Lato i wakacje, Szwagra przeszczep, Bartka powrót powakacyjny do przedszkola i 4 jego urodziny, moją pracę, której nie lubię i która mnie wykańcza psychicznie, moje zakochanie w spinningu itd.? Nie chcę się rozwodzić, rozpisywać, bo z natłoku tematów nie wiem,od czego zacząć i znowu temat odłożę...

Zrobiłam już pierwszy krok - zalogowałam się i postawiłam te pytania :)

A może po prostu ominąć te tematy i wplatać je bieżące wpisy? Chyba tak zrobię :)

Tak więc, jestem, wróciłam i postaram się być :)

 

 

13:31, fischerwoman
Link Komentarze (7) »