RSS
piątek, 12 grudnia 2008
Pisanie czas zacząć :)

Ponoć najtrudniej zacząć...szczera prawda :)

Tyle myśli kłebi mi się w głowie, tyle razy chciałam pisać,ale jakoś nie moglam się zebrać. Dlaczego dziś zaczynam? Hmm, pewnie dlatego, że dziś był wyjątkowy dzien - wyjątkowy wyjazd do mojej firmy. To tak jakbym trwala w letargu przez te kilka miesięcy ciązy i 2,5 miesiąca po narodzinach Bartusia a dopiero ten wyjazd zbudził mnie i popchnął do działania :)

Wiadomość o odejściu szefa z firmy i zbliżające się święta uświadomiły mi, jak bardzo tęsknie za ludźmi z fimy,jak dawno ich nie widzialam i jak bardzo chcę ich ponownie zobaczyć. Zapakowałam więc Barta w sztruksy na szeleczkach, zapięlam fotelik i pelna trwogi wyruszyłam w pierwszą naszą dluższą podróż. Tak jak się obawiałam - Bart płakal przez pól drogi, w końcu jechal i nie widział swojej mamy, a ja moglam tylko mówic sobie w duchu bym była dzielna i śpiewać na głos jego ulubioną piosenkę (raczej jej fragment) do usypiania, a mianowicie  "hej ho, hej ho do pracy by się szło":) Dziś słowa tej piosenki pasowały do sytuacji jak ulał :)

Oczywiście weszliśmy do firmy z płaczem, bo Bart nie cierpi fotelika, kombinezonu, czapki i wszystkiego co mu krępuje ruchy. Na szczęście kiedy tylko wydobyłam go z odzienia wierzchniego, od razu sie uspokoił :) Wyszli nam na przywitanie zupełnie nieznani mi ludzie (nowy narybek w firmie) i wypadła A. :) Ochów i achów nad Bartusiem nie było końca, a on jak to przystało na dobrze wychowanego 2,5 miesiecznego bobaska rozsyłal usmiechy na prawo i lewo, dał sie wziąć na ręce dówm osobom i to bez żadnego protestu a dodatkowo z uśmiechem. Pękalam z dumy :) Obeszliśmy pokój za pokojem, fajnie było zobaczyć twarze osób, z którymi pracowałam 7 lat. Miałam mieszane uczucia - z jednje strony uświadomilam sobie, że bardzo bym chciala pracować, z drugiej strony czułam błogi spokój, że całe to zamieszanie w firmie mnie nie dotyczy, że zaraz wyjdę, trzasne drzwiami i najważniejsze bedzie dla mnie tylko to,czy Bartuś ma sucho, jest najedzony i czysty. I że nie bedę musiała przeżywac żadnych większych stresów związanych z pracą- komfort macierzyństwa :) 

Po godzinie odwiedzin, Bartus oświadczył, że jest glodny, więc nakarmiłam go w salce konferencyjnej i powolutku zaczelismy sie zbierac do domku, bo synkowi sie kleiły oczka i zaczął sie robic marudny. Oczywiście najgorsze było ubieranie w kombinezon i czapke, zapinanie w foteliku, więc i wyjście było głośne. Ale moc wrażeń sprawił, że Bartuś od razu uspokoił się w aucie i zapadł w głęboki sen. W domu podkarmiłam go i położyłam spać. Ocho, słyszę, że dziecię kończy sen :) Czas wrocić do roli mamy, za chwile będziemy ćwiczyc leżenie na brzuszku a potem sobie pogadamy - 'agu' w wydaniu synka to najslodsza melodia :)

15:05, fischerwoman
Link Komentarze (1) »
1 ... 191 , 192 , 193 , 194 , 195