RSS
wtorek, 12 kwietnia 2016
Jest tu i teraz.

Ostatnio coraz rzadziej bywam w świcie wirtualnym. Przepraszam, że nie czytam blogów, nie komentuję, nie wpadam na FB. Żyję tym, co tu i teraz w realu. Tata choruje na rak płuc, ma stadium III zaawansowania, odpada chirurgiczne usunięcie płuca, więc obecnie walczymy o maksymalne wydłużenie Jego życia. W ubiegłym tygodniu rozpoczęliśmy starania o udział Taty w badaniach klinicznych nad lekiem, który ma spektakularne wyniki w leczeniu czerniaka a teraz jest testowany na raku płuc. Z trzech stopni kwalifikacji pierwszy stopień przeszedł pozytywnie, drugi to badania wycinka w USA a ostatni to losowanie – czy dostanie nowoczesny lek czy standardową chemię. %0% szans. Dyskutowaliśmy długo w gronie najbliższej rodziny, czy warto, czy nie poprzestać na standardowej procedurze czyli radioterapii i chemii…  Po wizycie u profesora prowadzącego badania Tata sam podjął decyzję a właściwie wyzwanie, bo jeśli przejdzie kwalifikację, czekają Go co 3-tygodniowe wizyty w P., czyli dojazd z odległości 300km. Czego się nie robi, by żyć?  

 

09:29, fischerwoman
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 21 marca 2016
A miały być tylko bratki :)

Wiosny a zwłaszcza Wielkanocy nie wyobrażam sobie bez bratków w białych koszykach czy wiosennego wieńca na drzwiach wejściowych. Skoro święta za pasem, musiałam wziąć się do pracy. Efekt? Bratki posadzone, sąsiedzi już widzą, komentują i sami biorą się do nasadzeń. Wieniec dotrze do mnie lada dzień i zawiśnie na drzwiach wejściowych :) U mnie już wiosna. Tak pięknie było w sobotę, że na bratkach nie poprzestałam, więc: przycięłam 2 miliny, agresty, porzeczki, pigwy, wysprzątałam z ostatnich jesiennych liści rabaty kwiatowe oraz wszelkie ogrodowe zakątki, nawiozłam magnolię, R. zwertykulował cały trawnik - słowem porządki wiosenne uważam za wykonane! Bartek odkurzył rower, objechał całe osiedle, ale chłopak nam podrósł, więc do kolejnych okrążeń konieczne było podniesienie siodełka :) W takie dni nie robimy obiadu, po prostu zamawiamy pizzę, którą wcinamy na ganku, popijamy z R. piwko i cieszymy się każdym zwiastunem wiosny. Potem jest ciepła kąpiel, reperowanie zniszczonych paznokci, wszak jeszcze żadne rękawice nie zabezpieczyły moich dłoni w 100%. Nic to, straty muszą być a hybryda zawsze pod ręką. Zmęczyłam się bardzo, plecy bolały mnie do samego wieczora, ale lubię to fizyczne zmęczenie, bo kiedy zerkam na odświeżony ogród, serce mi się raduje :)

Nakręcam się wiosną, potrzebuję pozytywnych informacji, bo Tata nie ma dobrych wyników. Będziemy walczyć, ile się da. Mocne kciuki i dobre myśli przydadzą się, jak nigdy. Wiem, że na Was zawsze można liczyć, dlatego z góry dziękuję.

Dziś pierwszy dzień kalendarzowej wiosny, a przy okazji 15 rocznica pierwszego spotkania z R. Wczoraj był obiad, kwiaty i szampan i mimo tych 15 lat, nadal poszlibyśmy za sobą w ogień :) "Zawsze razem, zawsze obok siebie, zawsze w tym samym kierunku". Nic się nie zmieniło :)

12:10, fischerwoman
Link Komentarze (9) »