RSS
niedziela, 20 grudnia 2015
Przedświątecznie i świątecznie :)

Dom wysprzątany, świeża pościel, czyste okna i kąty. W ogrodzie kolorowo od lampek, skandynawskie skrzaty witają gości, lampiony zapalone, by mimo brak śniegu nadawać magii przedświątecznym dniom. Jeszcze tylko 2 dni pracy, pieczenie makowców, serników, bo keks już gotowy. W domu rozbrzmiewa świąteczna muzyka nadawana z RMF Classic, kto odbiera, polecam :) Zapakujemy odświętne ubrania, prezenty i w czwartkowy poranek pomkniemy do Moich. Tutejsi (teściowie) nie przyjęli nas dzisiaj z ciastem i życzeniami, bo robią ryby i jeszcze na zakupy muszą iść... Ryby ważniejsze od Dzieci i Wnuka. Aż mnie zatkało. To umacnia we mnie niechęć do Nich i świadomość, że muszę i chcę własnemu Mężowi dać dużo więcej ciepła, którego od Rodziców nie dostaje. Dobrze, że u Moich będzie bardzo ciepło i rodzinnie, tam zawsze jest czas na wspólną kawę, nawet pomiędzy karpiem a lepieniem uszek... Niech to, nie dam sobie zepsuć nastroju!

Ponieważ od jutra wpadnę w wir i zapewne nie zerknę już tutaj, życzę Wam, by każdy miał dla Was czas i by był on ciepły, serdeczny i niewymuszony :)

Wesołych Świąt!

 

16:39, fischerwoman
Link Komentarze (4) »
wtorek, 17 listopada 2015
Urodzinowy kołowrotek.

To, o czym czytam, co słyszę i widzę w kwestii organizacji okrągłych 40-tych urodzin, przyprawia mnie o dreszcz i zawrót głowy. Koniec z nudnymi nasiadówkami ze schabowym, sałatką jarzynową, wódeczką i  tortem własnej roboty. Teraz musi być coś ekstra, teraz musi być wystrzałowo! Imprezy w stylu lat 20-tych, 70-tych, Hawaje, pióra, fajerwerki, im bardziej oryginalnie, tym lepiej. To samo z prezentami. Koleżanka zafundowała mężowi kilkuminutowy lot w tunelu aerodynamicznym, kosztowało to kilkaset złotych, mąż nie ma kiedy pojechać do Leszna, prezent chyba przepadł. Jeszcze inni dostają auta – Maluchy, Trabanty, inni wyjazdy na udział w Tour de France czy Giro di Italia.

Spirala zaczęła nakręcać a zaczęło się dość niewinnie – pierwsze urodziny -  jakieś boa z piór, kolorowe okulary, meloniki dla panów itp. Potem urodziny w hawajskim stylu. Już większe zaangażowanie. Natomiast kolejna 40-tka, to już jest całe przedsięwzięcie. Mianowicie w najbliższą niedzielę sąsiad organizuje swojej żonie urodzinowy bieg na 22 km.  Biedaczka doznała latem kontuzji i zabrakło jej 1 biegu do zdobycia korony półmaratonów w tym sezonie. Biadoli od rana do nocy. Mąż postanowił połączyć urodzinową niespodziankę z niezrealizowanym pragnieniem i oto od 3 tygodni knuje, jak by tu zorganizować żonie bieg - dmuchany start i meta, specjalne koszulki, numery startowe, wolontariusze, koszulki, punkty żywieniowe na trasie, grupa ludzi, która również pobiegnie, co by żonka samotna na trasie nie była. Pewnie medal i korona też będą, choć nieoficjalne, wszak bieg będzie li tylko substytutem. Liczy się pomysł. Cuda na kiju. W niespodziankę zaangażowane jest kilkanaście osób, sama jubilatka nic nie wie, bo oczywiście wszystko top secret! Daliśmy się wkręcić w tą niedzielną imprezę, w końcu to nasza sąsiadka, koleżanka, niech ma. Ja się tylko pytam, co jeśli w niedzielę będzie lało jak w ostatnią niedzielę (a zapowiadają nawet śnieg!), czy to będzie przyjemna niespodzianka czy top klapa?

Ale to wydarzenie spowodowało, że R. już mi zastrzega, że on w kwietniu nie chce takich fajerwerków, że niespodzianki to on lubi, ale nie takie. Znając sąsiadów, oczekiwania będą spore, co się u nas wydarzy. Mało tego, ja jestem ostatnią jubilatką za rok, poprzeczka zawieszana coraz wyżej i mam nadzieję, że nie damy się ponieść tej fali. A może powinniśmy? Wszak 40 lat ma się tylko raz w życiu?  

 

14:47, fischerwoman
Link Komentarze (10) »